Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziecko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziecko. Pokaż wszystkie posty

15 czerwca 2010

Moje dziecko nie chodzi do kościoła








rozmowa z Barbarą Smolińską
Jaka jest najczęstsza reakcja pobożnych rodziców, gdy słyszą od syna czy córki, że nie chcą chodzić do kościoła? „O mój Boże, to straszne”.


Czy można tak wychować dziecko, by któregoś dnia nie usłyszeć sakramentalnego: Nie idę więcej do kościoła! Nie kocham Boga!

Myślę, że tak. Ale nie odbierałabym tego w kategoriach wielkiego sukcesu wychowawczego. To, że dziecko czy nastolatek nie porusza takich tematów, nie kwestionuje pewnych prawd, wcale nie oznacza, że ich nie przeżywa, że o nich nie myśli. Brak takiego komunikatu może być zaledwie dowodem na to, że dziecko boi się mieć inne zdanie niż rodzice. Albo jeszcze gorzej: nie czuje prawa do tego, żeby myśleć inaczej. Tak może się dziać w wypadku bardzo restrykcyjnego wychowania. Dziecko, które ma odwagę powiedzieć: „Nie idę więcej do kościoła” – nawet jeśli jego słowa nas zabolą – pokazuje, że daliśmy mu przestrzeń, w której może się swobodnie wypowiedzieć. A to chyba ważne.

Rodzic, który słyszy od swojego dziecka, że ono nie chce chodzić do kościoła, jest niejednokrotnie przerażony. Myśli sobie: O Boże, moje dziecko będzie ateistą!

To prawda. Ale takie myślenie pokazuje też prawdę o tych rodzicach, o ich głęboko skrywanych problemach. W dojrzałej wierze pytania, wątpliwości, kryzysy są naturalne. Rodzic, który tępi takie pytania u dzieci, chroni też siebie, obnaża własne lęki, pokazuje, że nie jest przygotowany do poważnej rozmowy.

A mógłby się zachować inaczej?

Oczywiście, że tak. Jaka jest najczęstsza reakcja pobożnych rodziców, gdy słyszą od syna czy córki, że nie chcą chodzić do kościoła? „O mój Boże, to straszne, to niemożliwe! Ty musisz chodzić do kościoła!”. A mogliby powiedzieć: „Usiądźmy i pogadajmy o tym. Jestem ciekawa, jako matka, dlaczego nie chcesz chodzić do kościoła”.

Podam inny przykład: Każdy nastolatek w pewnym momencie mówi: „Nie będę chodził do szkoły!”. Co powie większość rodziców? „Jeśli nie będziesz chodzić do szkoły, to będziesz rowy kopać. Nie będziesz mieć dobrej pracy, zmarnujesz sobie życie. To jest okropne”.

Czy coś z tego wynika? Nic, oprócz buntu wewnętrznego lub zewnętrznego. Takie reakcje są groźbą, straszeniem, przedstawianiem jakichś czarnych scenariuszy. A czego w nich brak? Postawienia pytania „dlaczego?”. Rodzic gotowy do rozmowy z własnym dzieckiem dowiedziałby się, że syn czy córka nie chce chodzić do szkoły, ponieważ miał właśnie jakiś zatarg z nauczycielem czy z kolegą i ta wyrażana przez niego kategoryczna niechęć jest tylko uogólnieniem, skargą na jakieś nieprzyjemne jednorazowe doświadczenie albo ciąg doświadczeń.

Z kościołem bywa podobnie. Jeśli dziecko mówi, że nie będzie chodzić do kościoła, to znaczy, że ma jakiś problem. Że się nudzi w kościele, więc może trzeba pomyśleć o poszukaniu mszy dla młodzieży, a może nie chce chodzić do kościoła z całą rodziną w ramach utrwalonego rytuału, bo potrzebuje pewnej intymności, a może nie lubi księdza, który odprawia mszę o tej godzinie. Oczywiście może też przeżywać kryzys wiary. Przy każdej z tych przyczyn będziemy szukać innego rozwiązania. Załatwianie problemu kategorycznym nakazem nie jest w pewnym wieku najlepszym rozwiązaniem, bo nic z tego nie wynika. Można chodzić do kościoła dla świętego spokoju, żeby mama się nie denerwowała, żeby ojciec nie zawiesił kieszonkowego. Tylko czy w tym jest jakaś wartość?!

W takim razie, do kiedy można stosować argument siłowy: „masz iść i koniec”, a od kiedy zacząć pytać: „a dlaczego”? W którym momencie zaczyna się to przejście na inny model rozmowy?

Ja w ogóle jestem przeciwna argumentom siłowym, jeśli chodzi o wychowanie w wierze. Zamiast tego proponowałabym własny przykład, mówienie o Panu Bogu, Jego obecność w życiu rodzinnym.

Dla małego dziecka bardzo ważne jest, by rodzice modlili się razem z nim. W wychowaniu religijnym wspólna codzienna modlitwa, która trwa 5 czy 10 minut, jest dużo ważniejsza niż pójście na mszę dla przedszkolaków. Jeśli jednak ta msza jest naturalnie wkomponowana w całość niedzieli, jest – tak jak spacer, obiad, zabawa czy wizyta u cioci – jednym z wydarzeń spędzonego wspólnie z rodzicami miłego dnia – nie wierzę, żeby jakiś pięcioczy sześciolatek bardzo się buntował. Chyba, że serwujemy mu półtoragodzinną sumę, na której się zwyczajnie nudzi!

Mam wrażenie, że wielu młodych rodziców przedwcześnie pozwala dzieciom wybierać. To absurdalne. Bo nie ma sensu pytać pięciolatka, czy chce iść do kościoła. Tak jak nie można małego dziecka zadręczać stale pytaniami, co chce zjeść na śniadanie, co chce na siebie włożyć. To błąd. Z tak wychowywanych dzieci wyrastają nastolatki i dorośli, którzy nie umieją dokonywać wyborów. Jeśli przedwcześnie pozwolimy wybierać, to dzieci czują się mało bezpiecznie w takim świecie.

A co z nastolatkami?

To szerokie pojęcie – „nastolatek”.

Raczej trudno u jedenastoczy dwunastolatka, który odmawia chodzenia do kościoła, mówić o jakimś poważnym kryzysie religijnym, choć nie można tego wykluczyć. To może być dla rodziców sygnał, że trzeba się przyjrzeć swojemu dziecku, zobaczyć, w jakim stopniu je znamy, ile z nim rozmawiamy, czy słuchamy jego zdania na różne tematy, jak bardzo jest ono odpowiedzialne za różne rzeczy w domu. Być może warto zmienić swoje nastawienie, swoje zasady wychowawcze, więcej rozmawiać, negocjować, nie mówić „nie, bo nie” i „tak i już”, bo wtedy prowokujemy do buntu. Jestem jednak zdania, że w tym wieku nie można dziecku pozostawiać wyboru, podobnie jak nie dajemy mu wyboru w sprawie tego, czy chce, czy nie chce chodzić do szkoły.

Kiedy jednak dziecko ma już szesnaście, siedemnaście czy osiemnaście lat, żaden nakaz nic nie pomoże. Możemy jedynie rozmawiać, podsuwać różne pomysły. Jeśli jednak syn czy córka mówią zdecydowane „nie” i na widok księdza dostają wysypki, to jedynym wyjściem jest pozostawienie im wolności.

Zwraca pani uwagę na postawę rodziców, korelację między przykładem a wymaganiem.

Jest pewna podstawowa zasada w wychowaniu, która odnosi się również do wychowania religijnego: nie da się wychowywać dzieci w czymś zupełnie innym, niż się samemu żyje. To dotyczy rzeczy ważnych, jak wiara, i tych mniej ważnych, np. porządku. Tata bałaganiarz i mama bałaganiara nie wychowają dziecka mającego zamiłowanie do porządku. Jeśli matka czy ojciec nie ścielą swoich łóżek rano, to nie mogą wymagać, by dziecko się tego nauczyło. Prędzej czy później dziecko im powie: A wy? Ono może kiedyś, w życiu dorosłym, będzie porządne na zasadzie przeciwwagi.

Z praktykami religijnymi sprawa ma się podobnie: Jest dużo łatwiej, jeśli rodzice z małymi dziećmi chodzą razem do kościoła, niż jeżeli dziecko szybko odkryje, że tata np. ogląda w tym czasie telewizję. Poza tym, jeżeli wyjście do kościoła w niedzielę jest jedynym wydarzeniem religijnym w rodzinie, to dzieci zaczną je w pewnym momencie podważać, bo to będzie nudne, bo to nie będzie wkomponowane w całość obrazu.

Często słyszę, że w imię poważnego traktowania dziecka, należy pozwolić mu decydować o pójściu lub nie do kościoła.

Po pierwsze byłabym za tym, żeby wykazać zainteresowanie. Chodzenie do kościoła to jest poważna sprawa, zwłaszcza jeżeli jest to rodzina religijna. Rozwiązaniem nie jest ani mówienie: ja ci każę, ty masz chodzić, ani stwierdzenie: jeśli nie chcesz, to nie chodź. Według mnie, między jednym a drugim powiedzeniem tak naprawdę nie ma wielkiej różnicy. W obu przypadkach jest swoista obojętność i formalizm. W jednym przeradza się ona w danie wolności, czasami przedwcześnie, a w drugim – w sztywny nakaz. W obu wypadkach młody człowiek nie czuje, że dla rodziców to jest ważne, że chcieliby poznać jego uczucia i przemyślenia, chcieliby mu pomóc.

Jeżeli nawet udaje się nam porozmawiać i w wyniku tej rozmowy dochodzimy do impasu: dziecko słucha naszych argumentów, my jego, ale skutek jest taki, że ono nie idzie do kościoła. Zgodzimy się? Pozwalamy nie pójść? Nie pójdzie raz, drugi, dziesiąty, nie będzie chodzić rok. Co dalej?

Za tym, co ojciec mówi, stoi błędne założenie, że bez walki, bez przymusu nie da rady, oraz drugie – że rozmowa to walka na argumenty. Rozmowa to przede wszystkim słuchanie i dzielenie się. Takie jest moje doświadczenie jako psychoterapeuty rodzinnego. Rozmowa ma niezwykłe znaczenie. Ludzie, którzy ze sobą rozmawiają, wychodzą ze swoich sztywnych stanowisk. Jakoś nie mam obrazu nastolatków, którzy mają klapki na oczach. Najczęściej to rodzice je mają. Dorośli patrzą zbyt prosto. Myślą: skoro nastolatek jest zbuntowany, to trzeba go za wszelką cenę ujarzmić, żeby był grzeczny.

Zapytam o integralność postaw. Jak się zachować w przypadku, gdy dziecko, które chodziło do katolickiego gimnazjum, po pójściu do liceum mówi, że już nie chce chodzić na religię, bo wybiera etykę?

Nie wiem, trudno mi się wypowiedzieć, ale wyobrażam to sobie jako reakcję przeciwwagi, bo jeżeli ktoś był w szkole, dajmy na to u sióstr, to tam rzeczywiście może być więcej religijności niż mniej. A jeśli czegoś jest za dużo, to każdy człowiek w sposób naturalny taką sytuację reguluje. Być może religii było po prostu dla niego za wiele.

A co z osobami, które w szkole średniej przewinęły się przez duszpasterstwa szkół średnich, a potem, po zdaniu matury nagle odeszły z Kościoła. To jest pytanie o model. Dla wielu nastolatków duszpasterstwo jest często całym życiem. I ono się nagle kończy.

Odróżniłabym duszpasterstwa od szkół wyznaniowych. Szkoły są jednak często wybierane przez rodziców. Natomiast nastolatki, które w szkole średniej trafiają do duszpasterstwa, przychodzą z własnej inicjatywy, bo tam zaczyna im się podobać, tam są przyjaźnie. Duszpasterstwo tylko częściowo ma aspekt religijny. Ono zaspokaja też bardzo wiele innych potrzeb młodych ludzi – potrzebę przyjaźni, ciekawego spędzania wolnego czasu. Potem idą na studia, wchodzą w inne środowisko. Wtedy często się okazuje, że w tym duszpasterstwie byli nie z potrzeby wyrażania i zgłębiania własnej religijności, a jedynie ze względów towarzyskich. Taka jest kolej rzeczy.

A co wychowaniem do praktyki sakramentalnej?

Dobrze, gdy rodzice uczą swoje ośmio, czy dziewięcioletnie dziecko przystępowania do sakramentu spowiedzi. Z nastolatkiem już tak nie można. Jeśli dziecko narozrabia, a rodzice, nie daj Boże, powiedzą, że ma pójść do spowiedzi, to najlepsza droga do tego, żeby młody człowiek przestał chodzić do spowiedzi w ogóle. Brutalne wchodzenie w czyjąś intymność bardzo rani, zamyka na możliwość korzystania z tego sakramentu. W wychowaniu religijnym niezwykle istotny jest przykład – najpierw trzeba dziecku towarzyszyć i prowadzić je za rękę, pokazując swoją wiarę. Potem stopniowo należy się wycofywać – dawać świadectwo, a jednocześnie pozwolić na to, by młody człowiek sam kształtował swoją religijność.

Często dzieci skarżą się, że rodzice nadużywają argumentów religijnych w wychowaniu. Mówią, że Pan Bóg ich za coś ukarze, gdy coś zrobią albo nie.

Używanie Pana Boga jako straszaka albo dozorcy to ogromna krzywda, którą wyrządza się dziecku. To też jeden z powodów, dla których młody człowiek odchodzi od wiary. I zanim odkryje, że Pan Bóg jest miłością, może się bardzo pokaleczyć.

Druga sprawa z tym związana to obraz ojca. Niejednokrotnie podczas terapii indywidualnej doświadczam tego, jak bardzo wśród osób wierzących problemy związane z osobistą relacją z Panem Bogiem mają swoje źródło w obrazie ojca, zwłaszcza jeśli bywał zbyt ostry, brutalny czy nieobecny dla dzieci. Jeśli do tego dochodzi jeszcze przekaz związany ze straszeniem Panem Bogiem, to mamy pracę terapeutyczną na długie lata.

A jeśli się tak stanie, że dziecko rzeczywiście przestanie chodzić do kościoła? Rodzice mają poczucie winy i przegranej, że zawiedli jako wychowawcy. Czy oni mogą się jakoś „rozgrzeszyć”?

Poczucie winy jest złym doradcą. Jeśli jest się rodzicem dorosłego dziecka, które nie chodzi do kościoła, dobrze jest zrobić bilans, zadać sobie pytanie: czy my się w czymś przyczyniliśmy do tego, że nasz dwudziestolatek przestał chodzić do kościoła? Może za mało rozmawialiśmy, może za mało interesowaliśmy się drogą duchową naszego dziecka, może nie zachęciliśmy go do pójścia do duszpasterstwa, do szukania różnych odpowiedzi?

Nie jest to również czas, by gwałtownie coś naprawiać, bo wielu rzeczy nie da się nadrobić. Tego, co można było jeszcze zrobić z dziesięciolatkiem, nie można nadrobić z dwudziestolatkiem. A tego, co należało omówić z piętnastolatkiem, nie rozważymy wspólnie z trzydziestolatkiem. Pozostaje wtedy ufna modlitwa za dorosłe dziecko i budowanie z nim dojrzałej relacji. Paradoksalnie w ten sposób możemy się przyczynić do dobrej więzi dzieci z Panem Bogiem. Niedawno podczas ślubu kogoś znajomego usłyszałam bardzo mądre zdanie księdza skierowane do rodziców młodej pary: „Gdy wasze dzieci były małe, mówiliście im o Panu Bogu, teraz to się skończyło, teraz mówcie Panu Bogu o swoich dzieciach”.

A co z ostentacyjnymi reakcjami? Ktoś zawiera ślub w urzędzie stanu cywilnego i tato mówi, że nigdy tam nie przyjdzie.

Takie reakcje są okrutne, choć oczywiście można je zrozumieć. Czy młodzi ludzie wezmą ślub cywilny czy kościelny, to ich wolny wybór. Jeżeli rodzice kochają swoje dziecko, to dobrze, żeby mu towarzyszyli w ważnych chwilach jego życia, także wtedy, gdy te wybory są niezgodne z ich światopoglądem. Ślub cywilny to przynajmniej jest jakiś ślub, ale co mają robić rodzice, kiedy ich dziecko żyje w konkubinacie? Czy mamy ich odwiedzać, czy mamy ich zapraszać? Bo czy to nie jest zgoda na niemoralne życie?

Najbliższe jest mi chyba takie rozwiązanie, kiedy rodzice mówią otwarcie, najlepiej raz, że nie akceptują tego wyboru, że on się im nie podoba, że oni sami wybraliby inaczej, podkreślając jednocześnie, że nadal tak samo kochają swoje dziecko. Groźba zerwania relacji lub jej realizacja są przecież bezpardonowymi próbami wpływania na decyzję. Trudno wtedy mówić o wolnym wyborze. Obie strony muszą uznać, że mają prawo do swojego życia i swoich wyborów.

Zapytam jeszcze o, nazwijmy to, dylematy babć, które często pytają, czy one mają te dzieci po kryjomu zabierać do kościoła, wiedząc, że rodzice do niego nie chodzą?

Nie jest dobrze, jeśli w rodzinie jedni robią różne rzeczy w tajemnicy przed drugimi. Najbardziej poszkodowane są wtedy dzieci. Dziecko szybko poczuje dyskomfort takiej sytuacji. Zachęcałabym babcie, żeby porozmawiały ze swoimi dorosłymi dziećmi. To oni są rodzicami. Oni mają prawo do decydowania o wychowaniu dzieci i należy ich zapytać, czy możemy zadbać o religijne wychowanie wnuków. Nie może się to jednak odbywać w atmosferze walki i przeciągania dziecka na jedną lub drugą stronę.

Przekaz wiary jest bardzo ważny. Wymaga od rodziców naprawdę poważnych i czytelnych deklaracji. Jako rodzice musimy mieć bardzo wiele ufności, że jeśli wiara jest przez nas przekazywana, to coś z niej w dziecku zostaje. Ale jednocześnie nie wolno zapominać, że każdy człowiek musi wiarę wybrać osobiście i że jest ona łaską.

rozmawiał Roman Bielecki OP
W drodze nr 6(442) 2010

19 maja 2010

Aktorka o skutkach stosowania antykoncepcji




„Seksbomba” lat 70-tych: Antykoncepcja zrujnowała małżeństwa

Aktorka Raquel Welch, niegdyś „najbardziej pożądana kobieta” „Playboya” i symbol seksu lat 70-tych, dziś ostro krytykuje antykoncepcję i jej społeczne skutki. - Od czasu, gdy otwarto pierwszą klinikę Planned Parenthood, nic nie jest takie samo – pisze.

Raquel Welch.

„Starzejący się symbol seksu” - jak o sobie pisze Welch – analizuje wpływ antykoncepcji na amerykańskie społeczeństwo na stronach internetowych CNN. Jej zdaniem, głównym skutkiem powszechnego stosowania antykoncepcji stała się niewierność i brak zaangażowania w związki, co doprowadziło wielu do zakwestionowania samej „opcji” małżeństwa.

Aktorka sama do tej pory nie była przykładem wiernej małżonki. - Wstyd mi się przyznać, że ja sama wychodziłam za mąż cztery razy. Pomimo to, nadal uważam, że małżeństwo jest kamieniem węgielnym cywilizacji, kluczową instytucją stabilizacji społeczeństwa, które stanowi sanktuarium dla dzieci i ratuje nas od anarchii – pisze aktorka.

Dziewczyna z okładki „Playboy'a” wyznaje jednak, że wszystko zmieniło się gdy sama zaszła w ciążę. Niegdyś, zaprzątnięta karierą, za wszelką cenę unikała poczęcia dziecka. Teraz, jak pisze nosząc w sobie nowe życie, uświadomiła sobie, że „w tym procesie nie chodzi o nią”. - Byłam jedynie obserwatorem tej metamorfozy, która działa się w moim łonie, tak by mogło się narodzić nowe życie – pisze Welch.

Z tej perspektywy, analizując wpływ antykoncepcji, aktorka zauważa, jak niestabilny świat ludzie stworzyli swojemu potomstwu. - Brak seksualnych zahamowań, co niektórzy nazywają „wolnością seksualną”, pozbawił rozsądku i uwagi proces wybierania partnera seksualnego, który niegdyś był partnerem życiowym – pisze aktorka.

Do zmiany moralności przyczyniło się rozpowszechnienie antykoncepcji. - Od czasu, gdy Margaret Sanger otworzyła w 1916 roku pierwszą klinikę Planned Parenthood, świat nie jest już taki sam – pisze Welch.
Za: Fronda.pl

21 marca 2010

Film o Basi

Film opowiada historię młodego małżeństwa, które dowiaduje się w 4 miesiącu ciąży, że żona jest chora na nowotwór. Lekarze proponują leczenie wyłącznie matki. Do namysłu dostają nadchodzący weekend...


04 stycznia 2009

Niestety, to nie jest bajka!


Masz córkę nastolatkę? To UWAŻAJ!

Twarzy pierwszego klienta Monika nie pamięta. Ale pamięta jego ręce na swoim ciele - spocone i lepkie. Pamięta jego kwaśny oddech i coś twardego, co wpychało się między jej uda. Miała wtedy 14 lat. Uciekła z domu, z pięknej willi położonej w podwarszawskiej miejscowości. Trafiła na Dworzec Centralny w Warszawie. Była zagubiona i przerażona. Zmęczona i głodna. Rozpaczliwie potrzebowała życzliwości, zainteresowania. Łagodności, której nigdy nie doświadczyła od własnego ojca.

Co mówią o sobie one same? obejrzyj film:

03 stycznia 2009

Świadectwo. Małżeństwo, które mimo niepłodności urodziło dziecko.

Wokół nas dzieją się rzeczy nieprawdopodobne!

Posłuchaj jak nadzieja, wytrwałość i wiara w Boga pokonały pokusę zastosowania metody in vitro.

Zapraszam do komentarzy!

Podziel się swoim własnym doświadczeniem cudu i działającego Boga, zmieniającego rzeczy niemożliwe w możliwe...

Czy potrafisz podać choćby najmniejszy cud z własnego życia?


02 stycznia 2009

Maxa zabrało kilka godzin temu pogotowie...


Łzy Ojca!!!

Maxa zabrało kilka godzin temu pogotowie, obecnie przebywa na oddziale noworodków jednego z częstochowskich szpitali. Asia też z nim została, pozostałe dzieciaki: Dominikę, Wiktorię i Glorię Marię oddałem pod opiekę dziadków. Siedzę sam w mieszkaniu, łza płynie mi po policzku... Tak bardzo martwię się o Ciebie mój synu! Zatytułowałem blog - Parwdziwy Ojciec, ale nigdy nim nie byłem. 15 lat praktycznie poza domem, zawsze musiałem być twardy, w masce "Brudnego Harego". Gdy do mnie strzelali i gdy ja to robiłem, krew, śmierć, nieszczęście towarzyszyły mi nieustannie. 15 lat walki w pionie d/w z przestępczością narkotykową spowodowało, że widziałem rzeczy o których przeciętnemu człowiekowi nawet się nie śniło - dno ludzkiej egzystencji. Tam już nawet Boga nie było... Gdy 30 października 2008 r. przeżyłem nawrócenie na wzór Nikodema, uprzytomniłem sobie jak wiele rzeczy straciłem przebywając w "otchłani". Wtenczas to postanowiłem, że dam mojemu synowi to co najważniejsze - ojca! Osobiście chcę przekazać mu moją wiarę w Boga - Abrachama, Izaaka, Jakuba, opowiadać mu o życiu naszego Zbawiciela, nauczyć go miłości, wiary w swoje możliwości, dać mu nadzieję. Ale też - posługiwać się bronią, używać sztuk walki i robić piwo! Chyba dlatego nie wstydzę się łez, być może właśnie staję się - Prawdziwym Ojcem!!! Kocham Cię bardzo mój synu!!!

Wśród nas dzieją się rzeczy niemożliwe!

Gloria Maria Wrona (ur. 01.07.2005r.)Trzecia córka Jacka i Joanny. Siostra Dominiki, Wiktorii i Maksymiliana. Historia jej przyjścia na świat i cudownego wyzdrowienia będzie jednym z dowodów świętości w procesie beatyfikacyjnym Sługi Bożego - Jana Pawła II. Wielka wiara jej matki we wstawiennictwo Czarnej Madonny i "niebieską" pomoc naszego wielkiego rodaka spowodowała, że Gloria Maria żyje i wspaniale się rozwija!












Zajrzyj tu koniecznie

24 grudnia 2008

Biskupi w sprawie in vitro



Oświadczenie Zespołu Ekspertów Konferencji Episkopatu Polski ds. Bioetycznych w porozumieniu z Prezydium Konferencji Episkopatu Polski.

Od kilku lat obserwuje się lawinowy rozwój technik w dziedzinie biomedycyny. W naszej Ojczyźnie nie ma natomiast żadnych unormowań odnoszących się do eksperymentów na zarodkach, klonowania ludzi lub zapłodnienia pozaustrojowego in vitro. Regulacja prawna jest tu sprawą bardziej niż naglącą. Jej brak jest dziś poważnym wyzwaniem moralnym dla całego społeczeństwa, a przede wszystkim dla osób odpowiedzialnych za tworzenie prawa. Niszczy się w Polsce ludzkie zarodki, wiele pozostaje w uwłaczającym godności człowieka zamrożeniu, a w konsekwencji narażone są na unicestwienie; nierzadko stają się przedmiotem handlu. W praktyce stosowania metody in vitro dokonuje się też selektywnej aborcji. Jak najszybciej trzeba temu położyć kres i nie pozostawiać delikatnego obszaru niekontrolowanym działaniom, jak to jest obecnie. Z uwagi na ochronę godności i życia każdego człowieka metoda zapłodnienia in vitro powinna być prawnie całkowicie zakazana. W porządku przekonań moralnych nie ma tutaj miejsca na kompromis, którego poszukuje się w ramach rozwiązań prawnych. Mimo sprzeciwu wobec metody in vitro, jako naruszającej godność człowieka, każde ludzkie życie – także powstałe w ten sposób – należy przyjąć z miłością. Każdej bowiem osobie przysługuje pełny szacunek i pełna godność.Z niezbywalnej godności człowieka wynika bezwzględna ochrona każdego ludzkiego życia. Jej konsekwencją jest sprzeciw nie tylko wobec aborcji i eutanazji, ale również wobec zapłodnienia pozaustrojowego in vitro oraz eksperymentów na ludzkich embrionach. Przypomniała o tym ostatnio instrukcja Kongregacji Nauki Wiary Dignitas personae, w której zaapelowano do sumień rodziców, lekarzy, naukowców i polityków o odwagę i skuteczność w obronie życia i godności człowieka. O zasadach moralnych przypomina się wszystkim – niezależnie od przekonań i wiary. Z wdzięcznością przyjmujemy ten ważny głos Stolicy Apostolskiej.Politycy stają wobec szczególnej odpowiedzialności, gdy podejmują decyzje dotyczące sprawy życia i godności człowieka. W żadnym przypadku nie jest dopuszczalna zgoda na niszczenie istnienia ludzkiego na jakimkolwiek etapie jego rozwoju. W tym kontekście należy popierać starania prawotwórcze zmierzające do stworzenia przepisów chroniących każdy ludzki zarodek. Jeśli w czyimś przekonaniu przyjmuje się w tych pracach rozwiązania zbyt restrykcyjne, to takiej restrykcyjności trudno nie uznać za zaletę. Nawet wątpiący w status ludzki embrionu muszą postępować zgodnie z etyczną odpowiedzialnością, aby pod żadnym pozorem nie zabić człowieka. Przygotowywany projekt ustawy jest do przyjęcia wyłącznie wtedy, jeśli podtrzymany zostanie zakaz zabijania i zamrażania ludzkich istnień.Zło związane z metodą in vitro nie wynika wyłącznie z faktu niszczenia w trakcie tej procedury ludzkich zarodków. Niezależnie od subiektywnie dobrych intencji bezpośrednio zainteresowanych osób metoda ta czyni człowieka przedmiotem manipulacji, gdyż traktuje go jako przedmiot „produkcji” w procesach określonej biotechnologii, a tęsknota małżonków za dzieckiem, jakkolwiek z perspektywy ich osobowej więzi i społecznych oczekiwań uprawniona, jest stawiana ponad jego niezbywalną godność. Niepokojące są sygnały o powikłaniach i niepożądanych efektach ubocznych praktyki zapłodnienia in vitro. W sposób znaczący rośnie ilość wad wrodzonych u dzieci poczętych tą metodą, nieznany jest dalszy jej wpływ metody na stan zdrowia potomstwa w późniejszym wieku i w następnych pokoleniach. Wykazano znaczny wzrost ryzyka chorób nowotworowych, np. raka piersi u kobiet poddawanych zabiegom zapłodnienia pozaustrojowego. Manipulacje dotyczące początku życia ludzkiego mogą spowodować nieprzewidywalne skutki biologiczne dla ludzkości.Gdy podejmuje się inicjatywę pierwszego unormowania, wszyscy posłowie zatroskani o ochronę praw człowieka powinni podjąć działania zmierzające do całkowitego zakazu tej metody. Gdyby jednak takie rozwiązanie prawne zostało odrzucone, ich etycznym obowiązkiem jest aktywność w całym procesie legislacyjnym, tak aby maksymalnie ograniczyć szkodliwe aspekty regulacji.

Warszawa, 22 grudnia 2008 r.

Za FRONDA.PL

17 grudnia 2008

Rodzic, który da klapsa swojemu dziecku pójdzie na terapię!

Radziszewska:
Bicie dzieci to nie metoda wychowawcza
Rodzic, który da klapsa swojemu dziecku pójdzie na terapię.

Prześledź tok myślenia posłanki PO czytając fragment wywiadu.

Czy dzięki posłance Radziszewskiej dzieci będą mogły szantażować rodziców?


Konrad Piasecki (RMF FM): A jeśli chodzi o konserwatyzm. „Nie można bić dzieci. Koniec. Kropka" - tak mówił premier Tusk niedawno.


Elżbieta Radziszewska (PO): Nie można bić dzieci. A czy pan jest przeciwnego zdania?


Konrad Piasecki: Nie. Też uważam, że nie powinno się bić dzieci.


Elżbieta Radziszewska: W jakikolwiek sposób i za cokolwiek.


Konrad Piasecki: Rząd zapowiadał penalizację bicia dzieci?


Elżbieta Radziszewska: Zakazania bicia dzieci, bo penalizację stosowania praktyk związanych z uszkadzaniem ciała dzieci, czy znęcaniem się psychicznym czy fizycznym nad dzieckiem mamy. Chodziło o jawny sygnał, że dziecka nie wolno bić. Trzeba wykorzystać wszystkie inne metody. Uczyć się, jak rozwiązywać problem dziecka, a nie bić.


Konrad Piasecki: Ale jaki czytelny dać sygnał?


Elżbieta Radziszewska: Zapis w ustawie o przeciwdziałaniu przemocy domowej.


Konrad Piasecki: Że dziecka nie wolno bić.


Elżbieta Radziszewska: Tak jest.


Konrad Piasecki: A jeśli ktoś bije dziecko, to?


Elżbieta Radziszewska: I uszkadza dziecko - wzywać go np. na terapię.


Konrad Piasecki: A jeśli ktoś bije, daje klapsa i nie uszkadza dziecka?


Elżbieta Radziszewska: Kierować na terapię. To jest też w pewnym sensie kara. Uczyć rozwiązywać problemów.


Konrad Piasecki: Czyli każdy klaps to terapia?


Elżbieta Radziszewska: Nie. Schodzi pan na manowce, panie redaktorze.


Konrad Piasecki: Pytam.


Elżbieta Radziszewska: Proszę się posługiwać zdrowym rozsądkiem.


Konrad Piasecki: Minister sprawiedliwości - bo jest taka ustawa przygotowywana...


Elżbieta Radziszewska: Przez ministerstwo pracy.


Konrad Piasecki: ...mówi, że prokuratury będą zalewane skargami dzieci na rodziców i rodziców sami nawzajem.


Elżbieta Radziszewska: Myślę, że my nie dojdziemy do takiej sytuacji.


Konrad Piasecki: Jaki wyobraża pani sobie dobry zapis, który rzeczywiście nie przekroczy granic pewnego szaleństwa?


Elżbieta Radziszewska: Z tego co wiem, nie ma propozycji zmian w prawie karnym. Jest tylko propozycja jednoznacznej deklaracji i takiego zapisu w ustawie, który przeciwstawia się biciu dzieci.


Konrad Piasecki: Czyli zapisać: „Dzieci bić nie wolno"?


Elżbieta Radziszewska: Na przykład.


Konrad Piasecki: Jeśli ktoś bije dzieci, to jest kierowany na terapię?


Elżbieta Radziszewska: Tylko oczywiście językiem prawnym.


Konrad Piasecki: I tak ten zapis powinien pani zdaniem wyglądać?


Elżbieta Radziszewska: Nie wiem czy tak. Od tego są prawnicy, legislatorzy, żeby tak sformułować. Jest to bardzo trudne. Jak mierzyć siłę klapsa? Jak mierzyć, to co się dzieje? Chodzi jednak o sygnał, że dzieci nie wolno bić.


Konrad Piasecki: Ale to był pomysł rządu, więc ja pytam panią jak rząd zamierza tę sprawę zakończyć?


Elżbieta Radziszewska: Od tego są prawnicy i za chwilę będziemy mieć tę ustawę. Ona jest już napisana. Za chwilę pójdzie do konsultacji społecznych. Oczywiście część osób - w tym wypadku o konserwatywnych poglądach - wypowiada się, że bicie jest metodą wychowawczą. Oni są przeciwnikami nawet takiego deklaratywnego zapisu, że dziecka bić nie wolno. Ja myślę, że dzieci bić nie wolno.


Konrad Piasecki: A jak ktoś bije to powinien się leczyć.


Elżbieta Radziszewska: Za każdym razem, jeśli dorosła osoba bije dziecko, to znaczy, że jest bezsilna wobec problemu, z którym się spotyka. Wszyscy oglądamy czy w zachodniej telewizji program o takiej niani, która w wydzielonym domu spotyka się z rodzinami mającymi kłopoty z dziećmi, czy polski program „Superniania", gdzie widać, jak rodzice nie potrafią sobie radzić. Rodzice dzisiaj wymagają pomocy.


Konrad Piasecki: Pani minister, tylko zastanawiam się, gdzie postawić granicę? Jeśli dzisiaj zobaczymy na ulicy rodzica, który daje klapsa dziecku, to powinniśmy już zawiadamiać jakieś służby społeczne?


Elżbieta Radziszewska: Chyba pan nie sugeruje, że trzeba mamie wykręcić rękę, zawołać policjanta, mamę do sądu grodzkiego i pozbawić ją praw rodzicielskich?


Konrad Piasecki: Zastanawiam się, jak to wszystko ubrać w formy prawne?


Elżbieta Radziszewska: Od tego są prawnicy, żeby to przekuć na literę prawa. Najgorzej, jak za pisanie przepisu prawnego - polityk, czy osoby, które chcą w jakiś sposób chcą zadeklarować swoją wolę dają decyzję prawnikom, legislatorom a oni mają to przekuć na literę prawa.
Za FRONDA.PL

16 grudnia 2008

Stosowanie tego środka spowodowało już 17 przypadków śmierci!




Aborcja pozostaje aborcją, niezależnie od tego, czy dokonuje się jej chirurgicznie, czy farmakologicznie. Jest zatem zawsze zabójstwem, bo embrion od samego początku istnienia to istota ludzka, której należą się wszystkie prawa człowieka.
Zwrócił na to uwagę kard. Javier Lozano Barragán w związku z mającą nastąpić 18 grudnia decyzją rady administracyjnej Włoskiej Agencji Farmaceutycznej o wprowadzeniu w szpitalach tabletki RU 486.
Przewodniczący Papieskiej Rady ds. Duszpasterstwa Chorych i Służby Zdrowia przypomniał, że ten środek wczesnoporonny został wyraźnie napiętnowany w ogłoszonej 12 grudnia instrukcji Kongregacji Nauki Wiary „Dignitas personae".
Jak czytamy w tym dokumencie, „obok środków antykoncepcyjnych w ścisłym tego słowa znaczeniu, uniemożliwiających poczęcie w następstwie aktu seksualnego, istnieją inne techniki, działające po zapłodnieniu". Określa się je jako „przechwytujące", gdy usuwają embrion przed jego zagnieżdżeniem się w macicy. Należy do nich tzw. „pigułka dzień po". Natomiast, gdy powodują zniszczenie embrionu dopiero co zagnieżdżonego, mówi się o metodach „przeciwciążowych". Tu właśnie zalicza się RU 486. Instrukcja stwierdza, że stosowanie takich środków „wchodzi w zakres grzechu aborcji i jest poważnie niemoralne. Ponadto - przypomina Kongregacja Nauki Wiary - w przypadku pewności dokonania przerwania ciąży, prawo kanoniczne przewiduje poważne konsekwencje karne". Kard. Lozano Barragán podkreślił, że cytowany dokument broni życia jako daru miłości. Zbliżające się Boże Narodzenie świętuje życie. Kościół potępia każde odebranie życia - zarówno aborcję, jak np. morderstwa mafijne. Watykański „minister zdrowia" zwrócił ponadto uwagę, że wspomniany środek wczesnoporonny nie tylko zabija poczęte dziecko, ale również szkodzi stosującej go kobiecie. Potwierdza to opinia wyrażona przez włoską minister ds. młodzieży. Wskazując na wiążące się z jego stosowaniem niebezpieczeństwa dla zdrowia kobiety, Giorgia Meloni zaapelowała, by nie uważać tabletki RU 486 za środek antykoncepcyjny, bo chodzi wyraźnie o aborcję. Alarmujące dane przytoczyła podsekretarz we włoskim ministerstwie pracy i spraw społecznych. Stosowanie tego środka spowodowało już 17 przypadków śmierci. Nie wykryły tego bynajmniej instytucje mające nadzorować farmaceutyki, ale dziennikarze i zainteresowane osoby prywatne - zaznaczyła Eugenia Roccella.
Radio Watykańskie

15 grudnia 2008

"Najnowsze dane" ?????


Aborcyjna aktywistka wkręciła angielskie media


Angielski brukowiec publikuje dane wyssane z palca. 10 milionów funtów miała wydać w 2007 roku brytyjska służba zdrowia na aborcję 10 tysięcy Polek. Poza jedną aktywistką
Takie statystyki przekazała dziennikowi rzeczniczka polskiej Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny Aleksandra Józefowska.
- Funkcjonariuszka biznesu aborcyjnego wypowiada się do zachodnich mediów o sytuacji w Polsce.
Dla angielskiej gazety jest autorytetem, bo to przecież lokalne źródło, no i z organizacji zajmującej się "prawami kobiet". Może podać absolutnie każde dane z księżyca, a gazeta ich nie sprawdzi, bo po polsku nie czyta, a wybroni się zawsze, bo podaje cytat. Aborcjonistka puszcza więc w obieg astronomiczną liczbę aborcji – komentuje doniesienia „TS” publicystka Joanna Najfeld.

W artykule możemy przeczytać o restrykcyjnym polskim prawie, które pozwala przerwać ciążę jedynie w wyjątkowych przypadkach. Na wyspach prawo aborcyjne jest bardzo liberalne. Nawet 24-tygodniowy płód można usunąć. Aby ominąć Polskie prawo Polki przybywają do Wielkiej Brytanii, znajdują sobie jakąkolwiek pracę, dostają numer ubezpieczenia socjalnego (tzw. NIN). Potem wygląda to już bardzo prosto. Idą do lekarza po skierowanie na zabieg. Wszystko przeprowadzone jest legalnie i bez zbędnych pytań.
Joanna Najfeld dodaje, że - Polskie media bezkrytycznie powołują się na zagraniczne media, pomijając informacje o ich wiarygodności, źródłach, czy ogólnej reputacji. W ten sposób angielski brukowiec awansuje u nas na "poczytny dziennik", opłacana przez biznes aborcyjny promotorka zabijania dzieci staje się "przedstawicielką organizacji pozarządowej", a jej wyssane z palca brednie są nam przedstawiane jako "najnowsze dane".
Zawyżanie statystyk to znany i powszechnie stosowany zabieg koncernów aborcyjnych. W ten sposób pokazują jak duże jest zapotrzebowanie i oswajają nas z myślą o aborcji. Skoro wszyscy to robią, to nic złego.

BM

Za FRONDA.PL

poniedziałek, 15. grudnia 2008 17:59

05 grudnia 2008

On zachęca do pomagania, a nie do kupowania!


Święty Mikołaj
zachęca do pomagania a nie do KUPOWANIA :)

Z okazji tego dnia, możemy pomóc naprawdę potrzebującym.
Są nimi RODZINNE DOMY DZIECKA. Obejrzyj klip :))

Swoją drogą... Ciekawe dlaczego o takich ludziach, z tak ogromnym sercem prawie sie nie mówi?
Prawda jest taka, że rzeczywiście, jak śpiewała kiedyś Antonina Krzysztoń, istnieje inny świat i to już tu, na ziemi, nie tylko w Niebie!

Ten inny świat to rzeczywistość, w której "żyjemy, poruszamy się i jesteśmy", ale jej często nie widzimy. I nie chodzi tu tylko o rzeczywistość łaski... Nie widzimy prawdziwego świata, żyjącego wokół nas, gdzie dzieje się o wiele więcej niż w sztucznym serialu tasiemcowym... Gdzie jest tyle dobra o jakim nawet nie umiemy sobie zamarzyć... Dlaczego tego nie pokazują w głównych wydarzeniach dnia?



„40 DAYS FOR LIFE”



40 DNI

40 dni padał deszcz w czasie Potopu i odnowił świat!



40 dni Mojżesz modlił się na Górze Synaj i otrzymał 10 słów!



40 dni Goliat urągał Izraelitom, odmieniając serce Dawida, który zdobył się na odwagę i go pokonał.



40 dni trwał post i modlitwa za Niniwę i została uratowana na skutek ostrzeżeń Jonasza.



40 dni Jezus przez 40 dniowy post na pustyni przygotował się do swej działalności, która odmieniła świat.



40 dni Po zmartwychwstaniu Jezus przez 40 dni pouczał swych apostołów, którzy zostali całkowicie odmienieni.



40 dni Ameryka modliła się o koniec A B O R C J I ! I wygrała... !!!



A ja? A My? ...




1. Modlitwa i post. Pierwsze, najważniejsze, co można uczynić, co każdy z nas może zrobić, to modlitwa. W modlitwie każdy może się przyłączyć do tej kampanii. Nie tylko w USA, ale na całym świecie. Bo to nie jest problem Ameryki, to problem ludzkości. Wszyscy ludzie są naszymi braćmi i wszyscy są dziećmi Bożymi. Za wszystkich Jezus oddał swe życie na Krzyżu i za wszystkich mamy obowiązek się modlić. Ponieważ jednak Biblia nas uczy, że pewne złe duchy można wyrzucić tylko modlitwą i postem, organizatorzy tego ruchu serdecznie zachęcają do tego, by swe modlitwy wspomóc jakąś formą postu. Każdy sam w swoim sercu oceni ile może poświęcić Bogu. Nie musi to nawet być post od pokarmów, może być od telewizji, plotkowania, spędzania bezużytecznych godzin na czatach i innych stronach internetowych, post od złego języka i złego spojrzenia, post od grzechu. Ale post o chlebie i wodzie na pewno nikomu także nie zaszkodzi. ;)



2. Pokojowe czuwanie.Drugą rzeczą, jaką będziemy robić w czasie tych 40 dni, to pokojowe czuwanie naprzeciwko klinik aborcyjnych, modląc są o ich zamknięcie i oferując gotowość pomocy wszystkim tym, którzy może nie widzą innego wyjścia, niż zabicie własnego dziecka. Modlitwa taka ma wielką moc, ratuje życie dzieciom i o ile nie jest niczym nadzwyczajnym w USA spotkanie modlących się ludzi przed klinikami zabijającymi dzieci, to w czasie tej akcji czuwanie będzie trwało niezmiennie przez całą dobę, dzień i noc, przez okres 40 dni. Ja nigdy jeszcze nie modliłem się pod kliniką aborcyjną. Zawsze chciałem to zrobić, nigdy nie było czasu. Ale dzisiaj na pewno pójdę tam pierwszy raz i jestem pewien, że nie będzie to ostatni. Pójdziemy tam też z dziećmi, żeby pomodlić się całą rodziną i dać świadectwo naszym przekonaniom. W końcu Victoria urodziła się w 24. tygodniu ciąży, w momencie, gdy co roku tysiące innych matek decyduje się na zabicie swojego dziecka. Albo może inaczej: Są do tego namawiane, przymuszane presją społeczną, sytuacją domową, własnym strachem i tym, że nie widzą wyjścia ze swej trudnej sytuacji. Dlatego nie oskarżam tu nikogo, ale chciałbym dać świadectwo prawdzie.



3. Wyciągnięcie ręki do lokalnej społeczności. W czasie tych 40 dni akcji jej uczestnicy aktywnie będą starali się dotrzeć do wszystkich mieszkańców naszego miasta z wiadomością o niej. Będą petycje do podpisania i ulotki informujące. Ludzie będą chodzili od drzwi do drzwi informując o akcji, będą informacje udostępnione mediom, uczelniom, kościołom itd., itp.



W Dallas 1200 osób wzięło udział w kampanii, 89 parafii wzięło aktywny udział i uratowano życie 17 dzieci.