Chcesz się dowiedzieć?
PRZYJEDŹ
Serpelice nad Bugiem24 - 28 sierpnia 2009
www.golgotamlodych.pl
Zwiastun Golgoty Młodych 2008
PRZYJEDŹ
Serpelice nad Bugiem
Z jakąkolwiek koleżanką bym się nie spotkała, one wszystkie od razu zaczynają narzekać na swoich mężów. Jedna przez drugą opowiadają o tym "jaki to ten mój mąż jest okropny". To niemal norma. Moja serdeczna przyjaciółka, pracując z dziećmi, ma taką zasadę: "Jeśli musisz dziecko poprawić, dać mu jakąś swoją krytyczną uwagę, musisz je przedtem najpierw trzy razy pochwalić".
Po kilku latach małżeństwa dowiedziałam się, że mój mąż mnie zdradza. Wiadomość ta spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. Najpierw był szok, niedowierzanie, wrażenie, że to koszmarny sen potem bunt, gniew, płacz, a w końcu poczucie winy i utrata wiary w siebie. Poczułam się samotna i opuszczona, wydawało mi się, że cały mój świat runął w gruzy. Nie przestawałam się jednak modlić. I bardzo szybko dotarła do mnie prawda - nie jestem samotna, bo Bóg jest ze mną i kocha mnie.

Łzy Ojca!!!
Maxa zabrało kilka godzin temu pogotowie, obecnie przebywa na oddziale noworodków jednego z częstochowskich szpitali. Asia też z nim została, pozostałe dzieciaki: Dominikę, Wiktorię i Glorię Marię oddałem pod opiekę dziadków. Siedzę sam w mieszkaniu, łza płynie mi po policzku... Tak bardzo martwię się o Ciebie mój synu! Zatytułowałem blog - Parwdziwy Ojciec, ale nigdy nim nie byłem. 15 lat praktycznie poza domem, zawsze musiałem być twardy, w masce "Brudnego Harego". Gdy do mnie strzelali i gdy ja to robiłem, krew, śmierć, nieszczęście towarzyszyły mi nieustannie. 15 lat walki w pionie d/w z przestępczością narkotykową spowodowało, że widziałem rzeczy o których przeciętnemu człowiekowi nawet się nie śniło - dno ludzkiej egzystencji. Tam już nawet Boga nie było... Gdy 30 października 2008 r. przeżyłem nawrócenie na wzór Nikodema, uprzytomniłem sobie jak wiele rzeczy straciłem przebywając w "otchłani". Wtenczas to postanowiłem, że dam mojemu synowi to co najważniejsze - ojca! Osobiście chcę przekazać mu moją wiarę w Boga - Abrachama, Izaaka, Jakuba, opowiadać mu o życiu naszego Zbawiciela, nauczyć go miłości, wiary w swoje możliwości, dać mu nadzieję. Ale też - posługiwać się bronią, używać sztuk walki i robić piwo! Chyba dlatego nie wstydzę się łez, być może właśnie staję się - Prawdziwym Ojcem!!! Kocham Cię bardzo mój synu!!!
Wśród nas dzieją się rzeczy niemożliwe!
Gloria Maria Wrona (ur. 01.07.2005r.)Trzecia córka Jacka i Joanny. Siostra Dominiki, Wiktorii i Maksymiliana. Historia jej przyjścia na świat i cudownego wyzdrowienia będzie jednym z dowodów świętości w procesie beatyfikacyjnym Sługi Bożego - Jana Pawła II. Wielka wiara jej matki we wstawiennictwo Czarnej Madonny i "niebieską" pomoc naszego wielkiego rodaka spowodowała, że Gloria Maria żyje i wspaniale się rozwija!
Uwielbiebie Jezusa Eucharystycznego
FIAT
Usiłuj postępować zawsze zgodnie z wolą Boga w każdym przypadku i nie lękaj się. Ta zgodność jest pewną drogą, aby dojść do nieba.
Fragmenty listów o. Pio:
Niech się dzieje zawsze we mnie, wokół mnie, we wszystkim i dla wszystkiego najwyższa i najmilsza wola Boga, ponieważ ona umożliwia mi wytrwanie. (10 stycznia 1911r.)
Jakże trudno jest żyć sercem! Trzeba umierać w każdym momencie śmiercią, która nigdy nie zabija, by żyć- umierając i umierając- żyć. (20 listopada 1921r.)
Niech zawsze będzie wysławiany Ojciec w Niebie, który raczy traktować mnie w ten sposób. Niech będzie otoczony chwałą w moim ciele, ponieważ On jest moim życiem, a ja żyję tylko po to, by mu służyć. Nie żyję dla siebie, lecz jedynie dla Niego. (30 października 1914r.)
Błagam Cię o Mój Dobry Boże, abyś był moim życiem, moją barką i moją przystanią. Sprawiłeś, że wstąpiłem na Krzyż Twego Syna, a ja robię wysiłki, aby jak najlepiej do niego się dopasować, Jestem przekonany, że już nigdy nie zstąpię z tego krzyża i że już nigdy nie zobaczę rozpogodzonego nieba. (8 listopada 1916r.)
Mam nadzieję i ufam Bogu, że nie błądzę, chociaż moje uczucie skłania mnie do uwierzenia, że wszystko jest możliwe. (15 sierpnia 1916r.)
To, co naprawdę jasno rozumiem, to to, że moje serce kocha mocniej, niż poznaje mój rozum. Tylko tego jestem pewny. Jestem tak bardzo pewny, że moja wola kocha Tego Najczulszego Oblubieńca, iż poza pewnością co do Pisma Św. niczego nie jestem tak pewny jak tego. (24 października 1913r.)
Roztrząsam, wzdycham, płaczę, lamentuję, ale wszystko nadaremnie. Będę to jednak robił tak długo, aż moja biedna dusza złamana bólem i bezsilna podda się Panu, mówiąc: nie moja wola, o Najsłodszy Jezu, lecz Twoja niech się stanie. (koniec stycznia 1916r.)
Ale „Fiat” powtarzam ciągle i nie pragnę niczego innego, jak tylko dokładnego wypełnienia tego „Fiat” właśnie w taki sposób, w jaki Pan Bóg tego pragnie- wypełnienia go wspaniałomyślnie i stanowczo. (19 czerwca 1918r.)
Nie wiem co mnie spotka. Jednakowoż jedno wiem tylko z całą pewnością, że Pan Bóg nigdy nie zawiedzie w spełnieniu swoich obietnic. „Nie bój się, sprawię, że będziesz cierpiał, ale dam Ci także siłę do znoszenia cierpienia. Pragnę, aby Twoja dusza była oczyszczona i doświadczona codziennym i ukrytym męczeństwem. Pod krzyżem uczy się miłości, a Ja nie obdarzam nim wszystkich ludzi, ale tylko te dusze, które są mi najdroższe” -powtarzał mi ciągle Pan Jezus.”
Po co zraniony mam pozostawać jeszcze dłużej na tym świecie. Nie ma dla mnie jakiegoś balsamu, będącego w stanie złagodzić tę okrutną ranę; pozostaje mi tylko pogodzenie się z takim stanem, by podobać się także w tym Mojemu Słodkiemu Panu. (4 września 1915r.)
Nowy relikwiarz z wycinkiem zakrwawionego bandaża Ojca Pio
Prawdą jest, że cierpię, lecz cieszę się z tego, że to nie jest opuszczenie przez Boga, ale raczej delikatność Jego subtelnej miłości.
Ale niech się dzieje tak, jak On chce. Mnie wystarczy tylko to, abym wiedział, że tego wszystkiego chce Bóg i z tego powodu się raduję. (29 listopada 1910r.)
Pośród tej męki znajduję siłę, aby wypowiedzieć bolesne Fiat! Och, jak słodkie, a jednak jak gorzkie jest to Fiat. Ty tniesz i łagodzisz, ranisz i leczysz, zadajesz śmierć i w tym samym czasie dajesz życie. Jestem gotów na wszystko, aby tylko Jezus był zadowolony i aby zbawił dusze bliźnich, zwłaszcza te, które mi powierzył.
Wszystko, co mogę powiedzieć to to, że doświadczam coraz głębiej tej krańcowej wewnętrznej męki, z największym poddaniem się Woli Bożej. (16 czerwca 1921r.)
Zresztą, ja zawsze będę wymawiał Fiat poddania się, (24 listopada 1918r.)
WALKA I UFNOŚĆ
To przez doświadczenia Bóg przywiązuje do siebie dusze, szczególnie przez Niego umiłowane.
Zwątpienie w Boga jest dla Niego największą obelgą.
Strach jest większym złem niż samo zło.
Bardzo cierpię z tego powodu, że nie będę mógł zdobyć dla Boga wszystkich moich braci, W pewnych momentach jestem bliski śmierci z powodu bólu serca na widok tylu cierpiących dusz, którym nie mogę przynieść ulgi oraz z powodu tylu bliźnich sprzymierzonych z szatanem.
Nie słodyczy, ale bólu nam potrzeba. Oschłość, niechęć, słabość- oto są oznaki prawdziwej miłości. Ból jest miły, wygnanie jest piękne, ponieważ cierpiąc możemy dać coś Bogu.
Akceptuj każde cierpienie i niezrozumienie, które pochodzą od Najwyższego. Tak postępując, udoskonalisz się i uświęcisz.
Im więcej będziesz mieć goryczy, tym więcej uzyskasz miłości.
Mój Jezu! To moje serce jest Twoim. Racz je wziąć, racz je napełnić Twoją miłością, a później rozkazuj mi, abym czynił to, co Ty chcesz.
Poddanie się nie oznacza, że się jest niewolnikiem, lecz wolnym z powodu otwarcia się na dar świętej rady.
Brak miłości jest jak zranienie Bożej źrenicy oka. Czy jest coś wrażliwsze od źrenicy?
Brak miłości jest jak grzech przeciwko naturze.
Jak ciało potrzebuje pokarmu, tak dusza potrzebuje krzyża- dzień po dniu- aby oczyszczać się i odrywać od stworzeń. Chciejmy zrozumieć, że Bóg nie chce i nie może nas zbawić ani uświęcić bez krzyża; im bardziej pociąga do siebie jakąś duszę, tym bardziej ją oczyszcza przez krzyż.
Projekcja krótkiego filmu o Ojcu Pio
Fragmenty listów o. Pio:
Och, Boże! Daj się odczuć mojemu biednemu sercu i dopełnij we mnie dzieło, które rozpocząłeś. Słyszę głęboko wewnątrz mnie głos, który ciągle mi mówi: uświęcaj siebie i uświęcaj innych. (listopad 1922r.)
Praca, która mi ciąży i wyczerpuje mnie ciągle zarówno w dzień, jak i w nocy, a także moje fizyczne dolegliwości które wzmagają się od kilku dni, Pracuję ciągle mimo bólu, a ilość pracy jest tak wielka, że nie mam czasu litować się nad sobą, To jest prawdziwy cud, że nie tracę głowy. (14 marca 1921r.)
Jak bardzo cierpię, kiedy widzę, że Pan Jezus nie tylko nie jest czczony przez ludzi, ale i to jest gorsze, znieważany przede wszystkim tymi strasznymi bluźnierstwami. Wolałbym umrzeć albo przynajmniej stać się głuchy, niż słuchać tak wielu zniewag wyrządzanych Panu Bogu przez ludzi. Modliłem się do Pana Boga następująco: Panie, pozwól mi umrzeć raczej, niż być obecnym przy tych, którzy w tej chwili Cię obrażają, (2 września 1911r.)
Sprzedaż dwumiesięcznika "Głos Ojca Pio"
Miło żyć i cierpieć za bliźnich. (1 listopada 1920r.)
Pan Jezus jest moim świadkiem i Jemu samemu ofiarowałem i ofiaruję moją krańcową mękę. (1 października 1921r.)
Myśli z homilii wygłoszonej na Eucharystii
Zachowywanie się w czasie próby!
Sposób Ojca Pio!
- uciekanie się do modlitwy – czasami wydaje mu się, że jego modlitwa jest odrzucona, bezużyteczna. Dlatego jednak nie przestaje się modlić!
„Mój ojcze – pisze do swojego kierownika duchowego – nie ustawaj w modlitwie i spraw, by inni modlili się za mnie, aby ciężar mojej posługi i moje dotkliwe udręki duchowe mnie nie zmiażdżyły. Odczuwam ekstremalną gorycz duszy. Niech Jezus nieustannie opiekuje się mną”
- zgadzanie się z wolą Bożą – „Ale Fiat powtarzam ciągle i nie pragnę niczego innego, jak tylko dokładnego wypełnienia tego Fiat właśnie w taki sposób, w jaki Pan Bóg tego pragnie – wypełnienia go wspaniałomyślnie i stanowczo”
- wierność obietnicom – nieugięta wola pozostawania wiernym Bogu, stanowcza decyzja, by raczej tysiąc razy umrzeć, niż Mu wyrządzić dobrowolnie najdrobniejszą przykrość i by całą siłą woli być wytrwałym w spełnieniu złożonych obietnic.
„Mój ojcze, kto potrafi odkryć niezmiernie wielkie udręki mego ducha. Mam wrażenie, że umieram w każdej chwili; wydaje mi się, chwieję się w każdym momencie. Jestem poddany próbie wszystkiego. Żyję w wiecznej nocy. Cierpi się, ale mam pewność, że wśród cierpienia i nieprzeniknionych ciemności, w których mój duch jest ciągle pogrążony, nie słabnie moja nadzieja”.
- bezwarunkowe poddanie się duchowym kierownikom i Kościołowi – Ojciec Pio wśród ciemności zawsze szuka portu ocalenia w posłuszeństwie. Na pogrzebie Ojca Pio Enrico Medi powiedział:
„Kiedy Kościół zażądał od niego ofiary, aby nie odprawiał Mszy św. publicznie, nie odprawiał jej;
Kiedy zażądano od niego ofiary, aby pozostawał w ciszy i zamknięciu, pozostał w ciszy i zamknięciu;
Kiedy zażądano od niego, aby przemówił, to przemówił;
Aby się modlił, to modlił się;
Aby odprawiał Mszę, to odprawiał Mszę;
Kiedy powiedziano mu, aby umarł, to umarł”
„Czuję, że duchem jestem ciągle coraz bardziej zanurzany w najgęstszych ciemnościach, które mi napełniają moją duszę krańcowym przerażeniem; ciągle jednak trwam w poddaniu się i zaufaniu wobec przełożonych”.
Największe cierpienie Ojca Pio to niepewność, czy podoba się on Jezusowi!
Otrzymuje tyle listów, czemu akurat mój ma przeczytać!?
Paola Donini z Cesenatico przyjechała do San Giovanni Rotondo w 1964 roku. Od lat była mężatką, pragnęła dziecka, lecz nie mogła zajść w ciąże. Chciała otrzymać słowo, które dałoby jej sercu nadzieje. Nie mogła zatrzymać się tak długo, jak to było konieczne, by dostać się do Ojca (13 - 15 dni). Zrozumiała jednak, że niebiosa są jej przychylne, pojawiła się bowiem niepowtarzalna okazja. Pewna kobieta, która zamówiła wizytę 10 dni wcześniej, została wezwana do powrotu przez rodzinę i odstąpiła jej swoje miejsce. Po kilku dniach miała już możliwość wyspowiadania się, lecz gdy tylko otworzyła się krata konfesjonału, spowiednik powiedział do niej: «Odejdź, bo nie czekałaś w kolejce».
Upokorzona przed wszystkimi, poczuła silną niechęć do Ojca. Zakonnik, który pilnował porządku przy konfesjonale, zorientował się, że kobieta jest zdesperowana i powiedział do niej: «Proszę Pani, niech Pani napisze liścik, wyrażając w nim swoje pragnienia».
Wzburzona, najpierw nie chciała przyjąć rady.
«Otrzymuje tyle listów, czemu akurat mój ma przeczytać!?» - mówiła. Potem jednak dała się przekonać i oddała litościwemu kapucynowi liścik ze swoją prośbą. Została w kościele czekając i nagle poczuła wielki spokój spływający na jej serce. Niechęć do Świętego znikła, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Po południu braciszek zobaczył ją u stóp ołtarza Matki Bożej Pośredniczki Łask. Podszedł więc i powiedział: «Ojciec Pio przeczytał Pani list i powiedział mi: „powiedz tej Pani, by miała więcej wiary, a otrzyma łaskę"».
Paola pocieszona wróciła do Cesenatico, lecz pragnienie porozmawiania ze Świętym było zbyt mocne. Po kilku miesiącach pojechała znów do San Giovanni Rotondo. Odczekała w kolejce, modliła się, by wreszcie po spowiedzi móc osobiście przedstawić Ojcu swoje marzenie.
- Chciałabym mieć dziecko, mimo iż adoptowałam mojego najmłodszego brata po śmierci mamy - powiedziała mu.
- To nie ma znaczenia. Będziesz miała swoje dziecko. Nadal musisz mieć wiarę, a otrzymasz tę łaskę - odparł.Pani Donini opowiada: „Po powrocie do Cesenatico zaczęłam się modlić. Lata mijały, lecz ja nie traciłam nadziei, że zostanę mamą. Mówiłam sobie: «jeśli powiedział tak Ojciec Pio, to znaczy, że wcześniej czy później będę miała dziecko»”. Po 18 latach małżeństwa została mamą.
Nie, nie; nie możesz dać go zoperować.
Anna Palange, wdowa, zaświadcza:
„Było to podczas ostatniej wojny światowej, w 1943 roku. Campobasso było okupowane przez wojska niemieckie. W czasie nalotów aliantów na nieprzyjacielskie pozycje wojskowe, bomby spadały z nieba w najmniej oczekiwane miejsca. Pewnego dnia jedna z nich spadła w pobliżu naszego domu, powodując wielki pożar. Mężczyźni, którzy wyszli z ukryć i próbowali zgasić ogień, zostali pojmani przez Niemców. Groziła im deportacja w głąb Rzeszy.
Gdy zobaczyłam, że wśród nich jest również mój mąż, stanęłam jak sparaliżowana i nie potrafiłam wykrztusić nawet jednego słowa. Byłam w szóstym miesiącu ciąży. Mama wstrząsała mną, bym się odblokowała i po dłuższym czasie krzyknęłam: «Matko Boża z Pompei!». Kilka godzin później żołnierze uwolnili naszych mężczyzn i mogli do nas wrócić.
Urodziłam chłopca, któremu nadałam imię Emilio. Gdy osiągnął wiek, w którym dzieci zaczynają mówić, stwierdziłam, że ma z tym trudności. Pojechałam do Rzymu. Tam lekarz powiedział mi, że dziecko doznało paraliżu płodowego, który go ledwie dotknął - jak delikatne pogłaskanie. Byłam również u innych lekarzy, którzy doradzali mi, bym pozwoliła zoperować dziecko. Miałam jednak co do tego wielkie wątpliwości i nie wyraziłam zgody.
W 1948 roku pojechałam do San Giovanni Rotondo. Przyjechaliśmy około 14.00 - o tej godzinie Ojciec Pio spowiadał mężczyzn.
Próbowałam się dowiedzieć na placu kościelnym, jakie są szansę na to, by się do niego dostać. Pewien pan z Val Gardena, który niebawem miał się spowiadać, zgodził się wziąć ze sobą Emilio, by Święty mógł pobłogosławić moje dziecko. Gdy czekał na swoją kolej, spowiednik odsłonił parawanik swojego konfesjonału i czyniąc znak ręką powiedział: «Chodź tutaj!».
Mężczyzna wstał, lecz Ojciec powiedział: «Nie ty, dziecko» i zaraz dodał: «Emilio, chodź tu». Malec podszedł do Stygmatyka, a ten pobłogosławił go i wrócił do spowiadania.
Gdy uprzejmy pan oddawał mi dziecko, z lekką niechęcią powiedział do mnie: «Proszę Pani, wyszedłem przez Panią na idiotę wobec Ojca. Powierzyła mi pani dziecko, by Ojciec go pobłogosławił, a on go już znał, zawołał go po imieniu!».
Zapewniłam go, że zarówno ja jak i syn jesteśmy po raz pierwszy w San Giovanni Rotondo. Następnego dnia mogłam wyspowiadać się u Ojca Pio, ponieważ przede mną odesłał od konfesjonału pewną starszą osobę.
Jak tylko uklękłam, zaczęłam płakać z powodu wielkich emocji. Ojciec powiedział: «Bądź cicho, bądź cicho, nie płacz; uspokój się, bo nie będę mógł cię wyspowiadać». Uspokoiłam się trochę i powiedziałam:
- Ojcze, przyjechałam, żeby prosić o radę dla mojego syna.
- Dla kogo? Dla tego dziecka, które podesłałaś do mnie wczoraj po południu, dla Emilio?
- Tak Ojcze, nie mówi dobrze i powiedzieli mi, że musi być zoperowany.
- Nie, nie; nie możesz dać go zoperować. Módl się, módl się i miej ufność w Bogu, a zobaczysz - odpowiedział Święty.Posłuchałam Ojca. Dziecko, mimo iż nie wyzdrowiało całkowicie, zaczęło sprawnie mówić. Miał normalną młodość, ożenił się i prowadził sklep, który wcześniej należał do ojca.
Ojciec Pio po raz pierwszy zobaczył Baldo Colavizza na fotografii. W wieku trzech lat chłopiec zachorował na gruźlicę płuc i gruźlicę kości. Był leczony w szpitalu Ospedale al Mare del Lido w Wenecji od 1947 roku do lata 1953, z przerwą między 6 a 9 miesiącem życia, kiedy był w Fatebenefratelli w Gorizia. Mama, Norina Gressani była biedna i jedynie co jakiś czas mogła przyjeżdżać z Tolmezzo w odwiedziny do swojego synka. Słyszała od lekarzy, że jego zdrowie było poważnie zagrożone. Latem 1950 roku, gdy dowiedziała się, że panny Rosina i Lucia Castellani, w pielgrzymce z okazji Roku Świętego odwiedzą Rzym i San Giovanni Rotondo, powierzyła im swoje cierpienie. „Ja nigdy nie będę mogła pojechać do tego świętego człowieka, by powiedzieć mu o moim Baldo, bo brak mi na to środków. Powierzam wam jego chorobę" - powiedziała.Te dwie córki duchowe Ojca Pio zatrzymały się przez kilka dni w San Giovanni Rotondo i wyspowiadały się u Świętego. Gdy Lucia zaczęła spowiedź, Ojciec powiedział jej, by zamilkła, bo on wymieni jej grzechy. Gdy spowiednik wyszedł z konfesjonału, dwie siostry pokazały mu fotografię dziecka i przedstawiły rozpacz jego matki, prosząc o modlitwy o jego uzdrowienie. Ojciec na to: „Wyzdrowieje, lecz mama musi modlić się lepiej, bo dziecko modli się więcej od niej". Po ich powrocie, Norina ze wzruszeniem wysłuchała tego, o czym Święty zapewniał i podniesiona na duchu zwielokrotniła swoje błagania do Boga. Z upływem czasu, zdrowie Baldo zaczęło się poprawiać, aż wyszedł ze szpitala całkowicie zdrowy. Gdy dorósł, rozpoczął studia, a po ich zakończeniu wygrał konkurs na dyrektora dydaktycznego. Wykonywał swój zawód godnie i z gorliwością. Matka, podczas studiów a również potem, przypominała mu często: „Ty jesteś dzieckiem Ojca Pio. On cię uzdrowił. Musisz jechać, by mu podziękować. On jest Świętym". Baldo wyznaje: „W obliczu czci, jaką mama żywiła dla Ojca Pio, ja, chłopiec, mówiłem sobie: Ale czyż święci nie są w Niebie? Dopiero później zrozumiałem, że święci najpierw znajdują się wśród nas jako dar Boga”.
Jak to, czy matka nie powinna mieć mleka dla swojego dziecka?
„Nie mogłam mieć dzieci, bo wszystkie umierały w czwartym lub piątym miesiącu ciąży. Moja przyjaciółka, Nina Fiorese, poradziła mi napisać do Ojca Pio, poprosiłam ją zatem, by napisała mi kilka słów na kartce i wysłałam list do Świętego.
Po kilku dniach dostałam odpowiedź. Otworzyłam kopertę, w której znalazłam wizerunek Matki Bożej Pośredniczki Łask i drugi, przedstawiający kapucyna, Sługę Bożego O. Raffaele da Sanfelia a Pianisi. Na załączonym bileciku można było odczytać wypisane słowa: „Ojciec Pio powiedział: Odprawcie nowennę do Matki Bożej Pośredniczki Łask i do Sługi Bożego O. Raffaele, kapucyna, a łaska zostanie wam udzielona”. Podpisano: Ojciec Gwardian klasztoru w San Giovanni Rotondo, 15 września 1959.
Następnego roku urodziłam dziecko, które żyje do dziś. W 1963 roku, ku wielkiej radości całej rodziny, urodziłam następne dziecko, któremu dałam na imię Pio Cataldo. Oczywiście odmawiałam przez bardzo długi czas nowennę i łaska, o której z wiarą zaświadczam, została mi udzielona za wstawiennictwem Ojca Pio. Zawsze będę mu za to wdzięczna.
Córki duchowe Ojca są zgodne co do tego, że Święty zawsze uważnie i z troską przyglądał się problemom matek. To one były u Ojca najbardziej uprzywilejowanymi rozmówcami.
Irma Vinelli opowiada, że pewnego dnia otrzymała telegram od pewnej kobiety, która prosiła ją o interwencje u Stygmatyka. Miała rodzić, lecz dziecko źle się ułożyło. Poszła do klasztoru i w tym samym momencie, w którym Ojciec zapewnił o swojej pomocy, urodził się malec.Ta sama Irma Vinelli pewnego dnia powiedziała do Świętego: «Ojcze, nie mam mleka dla mojego dziecka!». On na to: «Jak to, czy matka nie powinna mieć mleka dla swojego dziecka?». Natychmiast jej piersi wypełniły się mlekiem tak, że nie mogła doczekać się powrotu do domu.
Dlaczego Bóg nie zawsze interweniuje?
Czasami w San Giovanni Rotondo można było od kogoś usłyszeć słowa wyrażające zdziwienie i nutę protestu: „Mimo mojej gorliwej modlitwy, odmawianej z wielką wiarą, Ojciec Pio nie otrzymał dla mnie łaski, o którą prosiłem”.
Brat Daniele Natale przedstawił Stygmatykowi przypadek, w którym ktoś żalił się w podobny sposób. Święty, wskazując palcem na niebo powiedział: «Wszystko zależy od Niego!».
Odpowiedź Ojca prowadzi nas do następującego wniosku. Coś, co wydaje się dobre, nie zawsze bywa nam udzielane przez Boga, który ma wobec nas swoje własne opatrznościowe plany.
Sięgnijmy po pewien przykład. Wiemy, że szczególna choroba zmuszała młodego Ojca Pio do życia z rodziną, daleko od klasztoru. Przełożeni robili wszystko, by sprowadzić go z powrotem za klauzurę. Zło jednak działało na swój sposób.
Władze zakonne w Rzymie doradziły bratu kapucyńskiemu, by został diecezjalnym księdzem. Dla Świętego wizja życia poza Zakonem Świętego Franciszka, była gorsza od śmierci.
Zwrócił się on do Matki Bożej prosząc, by mógł żyć zgodnie z regułą, we wspólnocie, tak jak inni bracia. Jednak Błogosławiona Dziewica, która zawsze zachowywała dla tego syna najdelikatniejsze pociechy, wobec uporczywych błagań, spuszczała wzrok lub wręcz nie ukazywała mu „swego pięknego oblicza".
Mimo, iż Ojciec Pio prosił, plany Boże były inne.
Pozostańmy trochę dłużej przy tym temacie. Czasami zdarza się spotkać osoby, które długo modliły się do Boga o uzdrowienie kogoś im bliskiego, lecz nie zapobiegły śmierci. Zawiedzione, oddaliły się od Boga. Przestały się modlić, nie chodzą w niedzielę do kościoła, by uczestniczyć w Eucharystii.
Cóż można im powiedzieć?
Co do chorób, Ojciec Pio dawał dokładne wskazówki. Mówił: „Mamy obowiązek leczenia się, ponieważ zdrowie jest dobrem, które należy chronić". Wiemy ponadto, że Bóg dał człowiekowi inteligencję i zdolności, by, zwracając się do medycyny, mógł oprzeć się złu, które w niego uderza i znaleźć środki zaradcze. Święty jednak przypominał, że mimo wszystko zawsze jesteśmy w ręku Boga.
Pewnego razu Natalino Rappa z Biella przyjechał do San Giovanni Rotondo i spotkawszy Stygmatyka skarżył się, że nie czuje się dobrze i że leczenie, któremu się poddał, nie przynosi żadnego efektu. Ojciec Pio wysłuchał go, a następnie powiedział: «Pamiętaj, że lekarze i lekarstwa przynoszą efekt, gdy Ojciec Przedwieczny tego chce».
Odpowiedź Ojca pozwala nam zrozumieć, że Bóg - Miłość Absolutna, dla której wszystko jest możliwe - mimo, iż jest wzywany, nie zawsze interweniuje. Wie bowiem, że dla nas zdrowie nie zawsze musi być dobrem, tak jak choroba czy śmierć nie zawsze muszą być złem.
Pewnego dnia Enzo Bertani przedstawił Stygmatykowi dwoje cierpiących i załamanych ludzi - matkę i ojca. Oni, obnażając przed nim swój ból z powodu śmierci młodego syna, narzekali na „straszliwą karę otrzymaną od Boga". Święty, rozumiejąc czego doświadczali, pocieszył ich i zapewnił, że syn jest w Raju.
Gdy obaj wrócili do klasztoru, Enzo podkreślał ciężką próbę, której zostali poddani ci biedni rodzice. Ojciec powiedział jednak: „Nie wiesz, czego im Bóg oszczędził!".
W innych okolicznościach, informowany o bolesnych doświadczeniach, odparł temu samemu Enzo: «My widzimy to, co nam się zdarza, a nie widzimy tego, czego Pan nam oszczędza.
By zakończyć ten temat, przytoczymy poniższe świadectwo. Może ono pomóc nam w uchyleniu rąbka tajemnicy, o której wspomnieliśmy.
„ Kto wie jak by skończyła"
Opowiada siostra Vincenza Teremigliozzi: „Moja siostra Anna zrobiła kurs pielęgniarski w Neapolu, gdzie bardzo ją lubiano. Zdecydowała zatem zostać w mieście i tu wykonywać swój zawód. Po dwóch latach Ojciec Pio wezwał ją jednak do San Giovanni Rotondo. Otworzono szpital Dom Ulgi w Cierpieniu i Święty chciał mieć ją przy sobie. Miała 22 lata.
Po kilku latach pobytu na półwyspie Gargano, podczas „azjatyckiej" epidemii zachorowała. Pozostała jednak w łóżku jedynie kilka dni i natychmiast wróciła do pracy. Ponownie poczuła się źle i - mimo, że diagnozy na to nie wskazywały - umarła.
Wszyscy w rodzinie byliśmy udręczeni i zdezorientowani. Mama biła głową w mur. Towarzyszyłam tym scenom - rozbita i zupełnie zdruzgotana. Dziesięć dni po jej odejściu, pewnego ranka współsiostra zakonna, Lucilla po zakończonej spowiedzi usłyszała pytanie Ojca Pio: «Gdzie jest siostra Vincenza?» .
Gdy odpowiedziała, że jestem w klasztorze, Święty dodał: «Przyprowadź mi ją». Kiedy się o tym dowiedziałam, pobiegłam do kościoła i zbliżyłam się do konfesjonału. On wziął moją twarz w ręce i powiedział: «Jak myślisz, gdzie jest twoja siostra? Wysłaliśmy ją do Raju!».
Po krótkiej przerwie dodał, skandując słowa: «Kto wie, jakby skończyła!».
Tymi słowami otworzył mi oczy, co do tajemnych planów, które Bóg ma wobec nas. Często sobie to powtarzałam: «Kto wie, jak by skończyła moja biedna siostra, gdyby została w Neapolu».Powoli wielki spokój spłynął na moje serce".