Pierwotnym doświadczeniem człowieka — można powiedzieć: pradoświadczeniem — jest bliskość. Zaczynamy życie w objęciu przez ciało matki, w kołysaniu ruchami jej ciała, w rytmie bicia jej serca. Cały długi okres życia płodowego przebywamy w tej bliskości. Dopiero narodzenie nagle i brutalnie pozbawia nas tej wszechobejmujacej bliskości. Większość ludów pierwotnych i wiele kultur ludowych łączy pierwsze miesiące życia dziecka po narodzeniu, nadal z bliskością matczyna, w kręgu jej ramion, z blisko odczuwalnym rytmem bicia jej serca.
Przez całe dzieciństwo panuje nad naszymi impulsami rytm między szukaniem bliskości w chwilach zagrożenia a oddaleniem się pod wpływem ciekawości świata zewnętrznego. Najpierw, wprost proporcjonalnie do rozwoju sprawności zwycięża świat zewnętrzny, wnet jednak proces dojrzewania podyktuje tęsknotę do nowej bliskości z drugim człowiekiem: dotykalnej fizycznej bliskości erotycznej.
Zawiera ona w sobie zarówno ciekawość drugiego człowieka jak i pragnienie przygarnięcia, schronienia, podobnie jak w dzieciństwie.
Teraz jednak bliskość staje się zarówno pozostawaniem w objęciu jak i obejmowaniem, zarówno przyjmowaniem jak i udzielaniem schronienia. Nie potrafimy jednak już trwać biernie w tym schronieniu — istnieje już w nas pewien rytm szukania bliskości i oderwania od niej. Rytm, który sprawia, że trwające oderwanie nabrzmiewa tęsknotą i dążeniem do bliskości, a bliskość w pewnym momencie wyzwala pragnienie oderwania się, dystansu. Przeciąganie się zarówno jednego jak i drugiego stanu poza charakterystyczny dla każdego z nas rytm ujawnia się rozdrażnieniem i rozluźnianiem objęcia.
Tak więc być razem oznacza w naszym życiu rytm przechodzenia od dystansu do bliskości i znowu wyzwalaniem się z bliskości do dystansu.
Czy uświadamiamy sobie istnienie tego rytmu w swoim przeżywaniu? Czy potrafimy akceptować ten rytm, własny i w drugim człowieku, nawet — a może zwłaszcza — gdy fale tego rytmu mają u każdego trochę inny przebieg, gdy nie zawsze współgrają ze sobą harmonijnie?
Przeżycie naruszenia intymności przyjść może zarówno poprzez pogwałcenie wewnętrznego dystansu, jak przez zerwanie potrzebnej bliskości — mojej intymności potrzebne jest jedno i drugie — we właściwej chwili. Moje wewnętrzne „ja” pragnie zarówno dotykalnej przynależności jak i autonomii.
l tylko przyjęcie istnienia właśnie rytmu, pulsowania obu tych przeżyć i to przyjęcie ich zarówno u siebie, jak i u drugiego człowieka i liczenie się z nimi może zapewnić szczęśliwe współżycie w tak istotnie angażującym bliskość związku, jakim jest małżeństwo.
Podobny rytm, podobne pulsowanie może dotyczyć także potrzeby słownego, serdecznego kontaktu: rozmowy i milczenia. Właśnie w bliskości rodzi się czułość wzajemna kochających się ludzi. Czułość jest wypoczynkiem po namiętności — powiedziano gdzieś bardzo słusznie, ale czułość jest bardziej oznaką miłości niż namiętności. Zbyt jednostronnie pojmuje się bliskość i pieszczotę jako przynależne do życia seksualnego — raczej wywodzą się one z miłości i częściej zastępują seks, niż do niego prowadzą. Czułość liczy się z wrażliwością drugiego — właśnie jego wrażliwość na urazy zewnętrzne budzi czułość i dyktuje delikatną troskliwość, staranie o osłonięcie wrażliwości kochanego człowieka, niedopuszczenie do tego, by doznał przykrości. Czułość budzi się w nas wobec tego co kruche, delikatne i cenne: tak,
sama miłość wymaga ode mnie czułości.
Czułość i bliskość przynależą do miłości i do siebie nawzajem. To ona dyktuje gesty serdeczności i słowa, stanowiące najgłębsze porozumienie miłujących się. To czułość właśnie przekracza wszelki egocentryzm i tendencje do podporządkowania sobie drugiego.
Zupełne nie liczenie się ze zjawiskiem naturalnego rytmu bliskości i dystansu w małżeństwie, próby przełamywania go lub narzucenia drugiemu własnego rytmu jako „oczywistego” może się stać źródłem niepokoju. Niezaspokojona tęsknota do bliskości przejść może w lęk przed utratą, albo zostać wyrażona pretensją o brak miłości: „ty już mnie nie kochasz”, albo podejrzliwością i posądzeniem o zdradę: „szukasz i zaspokajasz swoją potrzebę bliskości gdzie indziej”.
Zachłanność w bliskości powoduje poczucie zagrożenia autonomii, lęk przed utratą wolności, uczucie ograniczenia, a w konsekwencji unikanie bliskości i pokusy ucieczki.
Kiedy mówię i myślę „bliskość” — zawieram w tym pojęciu znacznie więcej aniżeli życie seksualne, choć i ono się w tej bliskości mieści;
o wiele bardziej chodzi o przeżycie bliskości psychicznej, także uczuciowej — a jeśli chodzi o ich związek wzajemny to trzeba wiedzieć, że w miłości ludzkiej rzadko pojawiają się one rozdzielnie.
Rozdzielone pozostawiają człowieka w dysharmonii zarówno wewnętrznej jak i z partnerem: mężem, żoną.
Właśnie oderwanie życia seksualnego od bliskości psychicznej stanowi w małżeństwie największe wyobcowanie, bolesną niedolę.
Niemożliwe jest przeżycie bliskości, schronienia w ramionach człowieka nietrzeźwego, o zredukowanym do odruchów fizjologicznych życiu psychicznym albo bezpośrednio po ostrej sprzeczce. Wtedy wymuszona bliskość fizyczna współistnieje z największą psychiczną potrzebą dystansu i najsilniejszym poczuciem zagrożenia intymności. Poczucie zagrożenia i wyobcowanie stają się udziałem człowieka traktowanego jak przedmiot zaspokajający potrzebę. Wtedy bliskość fizyczna staje się zaprzeczeniem rzeczywistej wewnętrznej bliskości dwojga ludzi, realizuje się zawłaszczenie, pogwałcenie autonomii wewnętrznej człowieka;
wtedy bliskość nie zbliża, cała jest zagrożeniem.
Jest taka rzeźba Rodina: dwie ludzkie prawe dłonie: mężczyzny i kobiety zbliżają się do siebie, stykają się końcami palców — jest w nich szukanie wzajemnie bliskości i jednocześnie pełne delikatności i uszanowania jakby pytanie: „czy przyjmiesz mnie — czy teraz mnie przyjmiesz?” A jednocześnie może to także być pożegnanie, pełne czułości i miłości wyzwalanie się z uścisku, rozstanie niezrywające, jakby przepraszające: „teraz pozwól mi być trochę osobno...”
6 komentarzy:
a ja się bliskości zawsze bałam... mimo, że czasami człowiek jej po prostu potrzebuje.
Nasze nastawienie do bliskości z czegoś tam pewnie wypływa... Może potrzeba przełamania się... Może potrzeba uzdrowienia...
Tekst jest naprawdę bardzo ciekawy...
Tekst jest nie mojego autorstwa. Napisała go Elżbieta Sujak w książce "Małżeństwo pielęgnowane". Jednak rzadko się trafia tak dobitnie pokazujacy pewną rzadko opisywaną rzeczywistość, jaką jest bliskość i dystans.
Z wielu rozmów z parami wynika, ze jest to ważny temat
Piękny tekst... Ten rytm jest do osiągnięcia, jeśli istnieje silna więź duchowa i psychiczna miedzy ludźmi, którzy się kochają, rozumieją, wychodzą naprzeciw swoim potrzebom :)
Bardzo podoba mi się wyjaśnienie bliskości, w której bliskość fizyczna jest tylko jednym aspektem a można też ją wykluczyć,jeśli się tego chce. Prawda jest taka, że często seks przysłania wszystkie inne wymiary miłości, np. czułość. Rzeczywiście czułość z wypoczynkiem kojarzy się bardzo... Jest drogą ku namiętności oraz powrotną drogą od niej i jest też drogą bez celu, kiedy zwyczajnie cieszymy się spacerem... :)
Tej bliskości innej, szerszej, jak w spacerze, dotyku dłoni, wyjątkowym spojrzeniu w oczy, warto się uczyć... Najlepszą szkołą, gdzie takie nauki pobierać można jest ta druga i ukochana osoba, w której odczytuje się jej pragnienia i tęsknoty, marzenia i oczekiwania... Wystarczy tylko mocno chcieć to dostrzec...
Bogactwo przeżywania bliskości jest w nas, tylko czasami nie odkryte. Nawet panowie to mają, tylko niepotrzebnie gdzieś o tym zapominają, nie pozwalają sobie na odkrycie, odczucie, marzenie... bo moze łatwiej jest nie szukać i nie odkrywać, bo może prościej, ale przez to jak ubogo...
Kontaktuję się z nim i stało się to nawet szybciej, niż mogłem sobie wymarzyć. Dziękuję za poświęcenie czasu na wysłuchanie mnie i odpisanie na wszystkie moje e-maile, doktorze Agbazara. Znowu czuję siłę emocjonalną. Wróciła mi pewność siebie i jasno widzę swoją przyszłość. Jestem na zawsze wdzięczny za twoją pomoc w ponownym zjednoczeniu mnie z moim starym kochankiem, który rozwód zostawił mnie wiele lat temu dla innej kobiety. Sam zobaczysz, co mówię, kontaktując się z tym wielkim rzucającym zaklęcia, doktorem Agbazarą, pod adresem: ( agbazara @ gmail. com ) lub zadzwoń do niego pod numer ( +234 810 410 2662 ) i rozwiąż swoje problemy.
Prześlij komentarz