18 maja 2009

Upaść - powstać - radować się... Nick Vujicic

Widziałem Nicka Vujcica już nie jeden raz w internecie... Kiedyś wykorzystałem jego przemówienie na spotkaniu sympatyków św. Ojca Pio, kiedy mówiliśmy o cierpieniu. Byliśmy oczarowani jego siłą nadzieii i mocą wiary w Boga. Za każdym razem gdy mam okazję obejrzeć w sieci jakieś jego wystąpienie lub relację ze spotkania z innymi jestem bardzo poruszony. Zastanawiam się... Jak bardzo człowiek musi doświadczyć swojej niemocy, swojego cierpienia i trudu, aby zrozumieć, że wszystko, ale dosłownie wszystko jest w rękach Boga?

Chyba mają rację te osoby, które uważają, że człowiek, gdy ma wszystko, stroni od Boga, ale jest na najlepszej drodze do utraty szczęścia. Gdy patrzę na Nicka, który właściwie nie ma nic z tego co my mamy na codzień, posiada jednak to co nam rzadko udaje się zdobyć: RADOŚĆ.


5 komentarzy:

Sisi pisze...

Patrząc na Nicka kolejny raz uświadomiłam sobie, że ja mając tyle powodów do wdzięczności i radości, często pozostaję niewdzięczna i smutna. Trzeba to zmienić! :-)))

Piotr Zajączkowski OFMCap. pisze...

:))) Nie wiem tego na pewno, ale w nas jest chyba jakiś "wirus", który nas nieustannie ściąga w dół, jakby spycha nas w przestrzenie czarnowidztwa, a w każdym bądź razie w chęć narzekania... Jak bardzo potrzebuję własnie takiego kontaktu z osobą, która ma mniej ode mnie a jest radosna i szczęśliwa. To właśnie odkrył św. Franciszek z Asyżu i wcielił w życie chcąc być nie tylko "dla ubogich" ale także żyć jak ubogi.

Anonimowy pisze...

WOW !!!!!!
obejrzałam wczoraj 40 min. wystąpienie Nicka po polsku, spotykam się z nim po raz pierwszy ... Po obejrzeniu miało się ochotę z jednej strony płakać, że tylu rzeczy na co dzień się nie dostrzega, a z drugiej wstać i nagle zacząć żyć na nowo ... z większą werwą, z innym pojęciem miłości, takiej miłości do życia ... bo często mówię, że kocham męża, kocham psa, kocham placki ziemniaczane ... ale czy kocham życie to że tu jestem, że mogę doświadczyć tylu rzeczy ... właśnie.
Dzięki za taki wpis, pozdrawiam.

Anonimowy pisze...

dodać jeszcze warto, że moi znajomi zawsze patrzą na mnie dziwnie gdy coś tam o Bogu mówię, czy kościele ...zawsze wzdychają dziwnie. wczoraj jakoś się nie zawahałam i poleciłam paru znajomy ten film na gg. I zdziwiłam się bo naprawdę obejrzeli i przyszła nawet jakaś poważniejsza refleksja, o kruchości życia, że coś jednak nad nimi czuwa ...itd.
to było dla mnie niesamowite,i jakoś mam go w głowie wciąż
pozdr.

Piotr Zajączkowski OFMCap. pisze...

Nasi znajomi często patrzą na nas dziwnie, gdy mówimy coś o Bogu, ale to podobnie jak w przypadku św. Pawła z wczorajszego czytania biblijnego na Mszy św. Nagadał się do Greków na Aeropagu o Jezusie, o tym, że w Nim żyjemy i poryszamy się i jesteśmy a oni mu odpowiedzieli: "Posłuchamy cię innym razem"... Mimo to jednak warto. Jak podaje Ewangelia, kilka osób uwierzyło w Jezusa i przyjeli chrzest. A zatem odwagi :) Pozdrawiam serdecznie