17 marca 2009

RAPORT: Wszystko o moim ojcu

Kochający, nadopiekuńczy. Albo tyran, nieobecny. Pierwszy mężczyzna – ojciec. Czasem najbliższy, czasem obcy. Od relacji z nim zależą nasze dorosłe związki z mężczyznami i to, jak radzimy sobie w życiu. Co zawdzięczają, a czego nie mogą wybaczyć swoim ojcom, opowiadają po latach córki: Kinga, Maja, Ola i Monika.

Kinga: OJCA WYMAZAŁAM

Rozmowa telefoniczna, dwa lata temu. – "To ja, twoja córka. – Dzień dobry. – Dzwonię... może będziesz zainteresowany... niedawno urodziłam dziecko. Jesteś dziadkiem. – I nie masz pieniędzy? – Mam dobrą pracę. Chciałam tylko... – Chorujesz ciężko? – Nie. – Więc wszystkiego dobrego". Koniec rozmowy. Kinga. 33 lata, stanowisko menedżera w firmie konsultingowej, trzy rozwody na koncie. Oliwkową cerę i czarne włosy ma po ojcu. Tak jak oryginalne poczucie humoru, niekontrolowane napady gniewu i skłonność do zdrady. Uprzedza, że wielu wspomnień z ojcem nie ma, mówi o nim "on", nigdy ojciec, tata. "On, doktor literatury, budził mnie w środku nocy i kazał recytować Beniowskiego". "On wpadał w szał i młotkiem rozbijał meble", "Nie pił, a szkoda, alkohol byłby jakimś wytłumaczeniem" . Nie czuję nienawiści, raczej obojętność. Myślę o nim tylko wtedy, gdy wrzeszczę na swoje pięcioletnie dziecko: "nie pójdziesz spać, jeśli nie nauczysz się dobrze alfabetu". Nie chcę być jak on ani mówić, że coś jest przez niego. Chcę go wymazać. Nie myśleć "tyran", tylko "obcy człowiek".

MŁOTEK NA WSZELKI WYPADEK

Jaki humor ma tata, można poznać po jego krokach, kiedy wraca z uniwersytetu. Jeśli są ciężkie i słychać je w mieszkaniu z klatki schodowej, to znaczy, że trzeba zasnąć z młotkiem pod łóżkiem. To pierwsza zasada, jakiej przez większość dzieciństwa trzyma się Kinga. Sama nie wie, po co jej młotek ani w jakiej sytuacji miałaby go użyć, ale tak jest bezpieczniej. Wyobraźnia dziecka podpowiada najgorsze scenariusze, że kiedyś w szale ojciec, krzycząc i waląc pięściami w meble, uderzy matkę albo ona jego. A jeśli się pozabijają? Młotek jest na wszelki wypadek. Zasada numer dwa. Ołówek. Należy go włożyć między naoliwione drzwi swojego pokoju a futrynę, żeby się nie zamykały, żeby lepiej widzieć i słyszeć, co się dzieje w nocy w domu. Kiedy głosy ucichną, można spać. Tylko czasem w swoim łóżku trzeba zrobić miejsce mamie.

Trzecia zasada Kingi. Tata w gruncie rzeczy jest dobry. Miał biedne i ciężkie dzieciństwo, był więźniem politycznym. Tak mówi mama, kiedy po cichych tygodniach znów śpi z ojcem w jednym pokoju. Kinga daje się przekonać. Gdy po awanturach ona z mamą wyjeżdża "na zawsze" do babci, tata biegnie za nimi ulicą, płacze i przeprasza. Widowisko, więc wracają. A potem są wspaniałe dni – karmienie łabędzi w parku, oglądanie niedźwiedzi w zoo i czytanie przez ojca bajek La Fontaine’a na dobranoc. Podczas wizyt profesorów w ich domu ojciec mówi: "mam taką mądrą córkę".

Aż do dnia, kiedy coś go zdenerwuje i na klatce znów będzie słychać głośne i szybkie tupanie. Zacznie się: "głąbie, gnoju, wszystko psujesz", "kiedyś się wyprowadzę i pozdychacie z głodu". Nie bił, nie szarpał, chłodno wykładał: "Jesteś do niczego i tyjesz jak matka, gówno osiągniesz, nikt cię nie zechce, kogo ja wychowałem?".

– Kogo? Dziś wiem – mówi Monika. – Cyniczną intelektualistkę, która zagina mężczyzn w wielu dziedzinach, ale też słabą kobietę, która nie może przeżyć tygodnia bez faceta. Zupełnie jak mama. Była polonistką, nauczycielką, bez większych osiągnięć. Gdy ojciec wieczorami odpytywał mnie z przypadków, fruwały zeszyty. Ona zamykała się w łazience i puszczała wodę. "Dlaczego mnie nie obroniłaś? – pytałam. – Córciu, nie słyszałam", odpowiadała. Po latach zrozumiałam, jak bardzo czuła się bezradna. W domu był albo strach, albo euforia, że tata jest spokojny i miły. Żadnych stanów pośrednich, normalności. Dziś zwykłe życie mnie przeraża, musi być silne szarpanie, żebym czuła, że żyję.

BĘDĘ INNA NIŻ ON

Tania kawiarnia na osiedlu. Kinga przesiaduje w niej po lekcjach. Stolik w rogu, na prawo od drzwi zawsze jest jej, stąd widać ulicę, można liczyć przejeżdżające samochody i czytać książki znienawidzonych przez ojca pisarzy: Miłosza, Konwickiego. Kinga kocha literaturę, ale zda na marketing, żeby zrobić na złość ojcu. W liceum staje się silniejsza, ma kolegów, chodzą w glanach i skórach, ojciec przy nich jest miły: kawki, herbatki, przynosi swoje płyty Zeppelinów. Ale Kinga wszystko robi na przekór jemu, żeby być inna. Są plusy: mówi po angielsku, francusku i włosku, ojciec nie zna języków poza rosyjskim. Jest jej lepiej aż do dnia, kiedy usłyszy dialog rodziców. "Masz kochankę!", to lament matki. A to ojciec, głosem kapo: "Marzyłem, żeby robić profesurę, zostać szefem katedry, wyjeżdżać na sympozja. Przeszkodziłaś mi w tym swoją ciążą. Okaż skruchę!".

– Często, gdy siedziałam w pokoju, ćwiczyłam stan: nic nie czuję, nie mam emocji. Udało się, nauczyłam się dawać miłość małymi dawkami. 21 lat, pierwszy ślub, z właścicielem osiedlowej kawiarni, osiem lat starszym. – Dobry człowiek, kochany, ale głupszy ode mnie – mówi krótko. Kinga wyprowadza się do przyszłego męża. Ojciec: "Wiem, że to dlatego, że między nami jest słabo". Tego dnia nie ma awantury. Tata zaprasza ją i mamę na obiad. Kinga pamięta każdy szczegół. Jego koszulę w granatową kratkę, pomidorową z ryżem, łzy matki, że córka tak wcześnie chce być dorosła, bo inteligentne dziewczyny nie wychodzą tak szybko za mąż. I jego słowa, które powiedział łamiącym się głosem: "Daj jej spokój. Ona dobrze wie, co robi". – Wiedziałam, że dzięki mężowi, jakiemukolwiek, ojca już nie będę potrzebować. Po moim ślubie zadzwonił raz. Pokłóciliśmy się, nie pamiętam o co. Rozmowę zakończył zdaniem "nasze relacja nie ma w ogóle sensu". Wkrótce wyprowadził się od mojej matki do kochanki. Kontakt nam się urwał. Matka zaczęła kwitnąć. Zdjęcia Kingi z lat studiów i początków małżeństwa: czarne długie włosy, sztuczne rzęsy. W fioletowym boa, w krótkich sukienkach, z palcem w ustach i z namalowanym pieprzykiem nad górną wargą.

– Szalałam – mówi. – Dużo imprez, czasem przypadkowy seks, musiałam czuć, że się podobam. Gdy zdobywałam kolejnych mężczyzn, szybko odchodziłam. Nie chciałam się przekonać, że nie chodzi im o nic więcej. Małżeństwo? Awantury, że jabłka są za kwaśne, i że nic nie ma w telewizji. Ja je wszczynałam. Największy wstyd? Wyrywałam kwiaty z doniczek i ciskałam nimi o ścianę. Byłam przerażona tym, co robię. Eksplodowały duszo przez lata emocje. Stałam się moim ojcem. Ostatni dialog z pierwszym mężem przed rozwodem. On: – Stale patrzę na twoją twarz, śledzę każdy grymas, jaki masz humor i kiedy znowu obrzucisz mnie błotem. Ona: – Mnie od słuchania twojego uprzejmego głosu chce się rzygać. Kinga dziś: – Rozwiodłam się, gdy miałam 24 lata. Po rozstaniu – lęki. Tęskniłam za wszystkim, co zniszczyłam: za jego dobrocią, spokojem. To był koniec studiów, dla mnie pustka, wegetacja, dni spędzone na niczym. Matka była przy mnie, ale ja potrzebowałam ojca. Tak, tego złego ojca, który na chwilę stałby się dobry, wziął mnie za rękę i poszedł karmić łabędzie albo stłukł tych wszystkich facetów, wszystko odkręcił. Wiedział od matki, w jakim jestem stanie. Nie zadzwonił.

KONIEC PODOBIEŃSTW

Czy to nie przeznaczenie? Dwa lata później pojawia się przystojny facet, który zna na pamięć te same fragmenty z Miłosza. To Andrzej, literaturoznawca, 30 lat straszy. Jak ojciec. Poznają się u znajomych. Gotuje, karmi ją ostrygami i rzuca żonę. Kinga – pracę w reklamie, której nie znosi. Przechodzi na utrzymanie męża, czyta książki, wymyśla nowe potrawy – roladki z gruszkami i cynamonem. Sielanka. Czasem są jak mąż i żona, czasem jak tata i córka. Nie ma zdrad, awantur, nuda. Więc zdarza się, że Kinga wpada w szał, bije go po twarzy. Z powodu niewypłukanej ścierki w zlewie. On wybacza. Kinga zostawia go dla Damiana, z którym jest w ciąży.

– To miał być przelotny romans, wyszło małżeństwo. Krótkie. Dwa lata po ślubie zostałam sama, zostawił mnie, bo "przytłaczało go rodzinne życie". Ale ja nie mogłam budzić się sama. Rygor z dzieciństwa mnie nie zahartował. Wystraszył na zawsze. Kiedy w domu coś stuknie, podskakuję, boję się ciemności. Więc mam dużo romansów i rzucam się w wir pracy. Córkę często zostawiam z moją mamą albo z opiekunką. Naprawdę staram się być dobrą matką, ale nie potrafię bardziej jej się poświęcić. Kinga nosi wysokie szpilki i delikatnie się maluje. Dużo się śmieje, dużo zarabia. Spełnia zachcianki córki: zabawki, tenis. Gdy się na nią patrzy, trudno uwierzyć, kiedy mówi: "Straciłam kontrolę nad swoim życiem.

Nie znam nikogo, komu bezgranicznie ufam, na kim mogłabym się oprzeć. Lubię leżeć i patrzeć w sufit". Co by powiedziała ojcu, gdyby go spotkała? – Powiedziałabym tak: "Twoja wnuczka jest do ciebie podobna. Ten sam zawadiacki uśmiech, energiczne ruchy, dumna twarz. Mam nadzieję, że na tym podobieństwa się kończą. Kiedy pyta o dziadka, mówię jej, że mieszkasz daleko i że chorujesz na niepamięć. A ja? Dużo zawodowo osiągnęłam, mimo że mówiłeś, że będę zerem. Już za tobą nie tęsknię. Żałuję tylko, że już nigdy do nikogo nie powiem: tato. Boję się, że nie będę płakać, kiedy umrzesz".

Maja: DOBRY, NIEIDEALNY

Maja z dzieciństwa pamięta plecy ojca. I ogoloną głowę, trochę poharataną, bo używał tępej żyletki. Wieczorami siedział w gabinecie tyłem do drzwi i wpisywał liczby w odpowiednie pola. Był księgowym, skupionym, małomównym. "Nie przeszkadzaj, bądź cicho, tata robi ważne rzeczy", mówiła matka, gdy Maja przy pokoju taty rozkładała zabawki. Był uprzejmy. Nigdy na nią nie krzyknął, nie uderzył, nie pamięta, czy przytulił. Po prostu był. Tata duch. Zarabiał. Czasem się uśmiechnął. Jadł. Siedział w pokoju. Oglądał telewizję i co roku świadectwo Mai. "Tylko cztery piątki? Ja miałem same piątki". Ale awantury nie było, żadnego pouczania. – Gdy teraz widzę, jak bawi się z moimi dziećmi, jak wycina, maluje, nosi je na barana, nie rozumiem, dlaczego nie był taki dla mnie. Ale innego ojca bym nie chciała. Maja pracuje w ministerstwie, ma 39 lat, figurę nastolatki, blond włosy. Mężatka, dwoje dzieci: dziesięć i siedem lat. – Rodzina jest dla mnie wartością najwyższą, za to jestem wdzięczna tacie.

JAK JEST, TO TEŻ GO NIE MA

Rodzinnie. Przede wszystkim było rodzinnie. Wspólne śniadania o 7.30 i kolacje, gdy tata wracał z pracy. Konserwatywnie. W niedzielę miał być kościół, obiad u dziadków, przed obiadem modlitwa. Ale który kościół, jaka modlitwa? Matka z domu była protestantką, ojciec ultrakatolikiem. Podnosił głos tylko w kłótniach religijnych. – W podstawówce zostałam ateistką. Dziś moje dzieci nie chodzą na religię. Rodzinie Mai zaczęło się nieźle powodzić, gdy tata został przedsiębiorcą. Rozstawiał łóżko polowe na ulicy, sprzedawał dżinsy, używane podręczniki, kasety magnetofonowe, potem zaczął handlować meblami, jeździć po Polsce.

– Nie, nie tęskniłam za bardzo. Jak był, to i tak nieobecny. Jak go nie było, to przynajmniej przywoził zabawki – wspomina Maja. Jako kilkulatka potrzebowałam go, jako nastolatka przestałam lubić. Kiedy miałam kłopot, rozsiadał się w fotelu i mówił, że on sobie ze wszystkim świetnie radzi. Była atrakcyjną nastolatką, wysoką, smukłą, z wąską talią i pełnymi ustami. Dyskoteka w liceum, starszy kolega wpycha ją do łazienki i zdziera ubranie. Celny kopniak, Maja ucieka. Do domu wpada roztrzęsiona. Matka ją tuli, ojciec komentuje: "wstyd przynosisz". Po tym wydarzeniu nie rozmawiają ze sobą kilka miesięcy, a ona nosi wyciągnięte swetry i luźne spodnie. Przez długie lata gardzi facetami. Zakochuje się beznadziejnie i zamyka w sobie. Nie interesuje jej miłe spędzanie czasu i seks bez zobowiązań. Seks ma być bliskością, więc boli, gdy ktoś po nim znika bez śladu. Ucieka w książki. Przerabia feminizm, ekofeminizm, studiuje równolegle psychologię i rusycystykę.

Od facetów odgradza się murem, patrzy na mężczyznę i ocenia: czy podziela jej zainteresowania, czy rozumie muzykę, której słucha. Literackie pole manewru? Jeśli dobrze zna literaturę rosyjską. Maja po studiach wyprowadza się z domu. Kiedy się pakuje, znajduje list ojca wysłany do szpitala, gdy się urodziła. "Moje najdroższe skarby, czekam na was w domu. Kocham. Heniek, tata". – Wtedy zrozumiałam, że jestem dla niego ważna, tylko on nie umie okazać, jak bardzo – mówi. Na co dzień z ojcem nie ma kontaktu. Gdy dzwoni do domu, a on odbierze, prosi: "Tato, daj mamę". Czasem wymieniają: "Co u ciebie? – Wszystko OK". Tyle. Ale w głowie wciąż ma słowa z listu. Czasem śni, że on widzi ją na ulicy, ale przed nią ucieka. Przełom. Operacja wycięcia wyrostka. Maja trafi a na ostry dyżur. Jest sama na sali, boi się zasnąć, boi się długich szpitalnych korytarzy. Tata to wie od mamy, więc w nocy w tajemnicy przed lekarzami zakrada się do pokoju córki i czuwa przy niej całą noc. Mówi niewiele. Nie pociesza. Ona już wie, tata ją kocha.

JESTEM DUMNA

Jędrek jest dyplomatą. Dla niego Maja wraca do obcisłych dżinsów, zwiewnych sukienek, dla niego maluje paznokcie. Po trzech miesiącach Jędrek się oświadcza. Ślub, szybka ciąża. Ojciec? Bardzo się cieszy, tak mówi przez telefon mama. – Od niej dowiedziałam się, że dla wnuka zbija z desek huśtawkę przed domem – opowiada Maja. – Pamiętam, jak któregoś dnia przytuliłam się do ojca, pierwszy raz w życiu, tak naprawdę mocno. Zesztywniał. Poklepał mnie po plecach i wyszedł do sklepu. Środek nocy, telefon od mamy. Ojciec przewrócił się na schodach, stracił przytomność, leży na OIOM-ie. – Pamiętam wszystkie szczegóły. Budzę Jędrka, nie chcę jechać sama, jestem w piątym miesiącu ciąży, na piżamy wkładamy płaszcze. Nie płaczę, wspominam. Jak wyciągał mi drzazgi z palców. Jak starym fiatem jechał całą noc, żeby odebrać mnie chorą z kolonii. Jak na mój przyjazd podkręca ogrzewanie w domu z 19 na 22 stopnie, bo jestem chorowita i łatwo marznę. Jak przez te wszystkie lata stał pod drzwiami kuchni i słuchał, o czym gadam z mamą.

"Tata przeżyje. Przeszedł lekki zawał", Maja słyszy od lekarzy. – Co robię? Staję obok jego łóżka, ściskam go za rękę i znów nie umiem powiedzieć, że go kocham. Tak już zostanie. Dziś za oknem w domu Mai klasyczny lutowy poranek. Na dachach czteropiętrowych bloków resztki śniegu. Dzieci leżą z gorączką, ona wychodzi do pracy. Tata jest na emeryturze i już jedzie do nich tramwajem z drugiego końca miasta. W termosach ma obiad, który ugotowała mama. Ale nad wnukami trzęsie się bardziej niż ona. – Rok temu przeniosłam rodziców do Warszawy. Są coraz starsi, chciałam mieć ich bliżej. Tata? Odwiedza nas średnio raz w tygodniu. Sielanka? Nic z tych rzeczy. Zrobił się zrzędliwy. "Dlaczego tak mało zarabiasz w tym ministerstwie?", "Nie pozwalaj dzieciom jeść czipsów", cały czas mnie strofuje. Zobaczył u córki książki Dana Browna: "Co za brednie, tak mi przykro, że nie masz gustu". "Pigmalion się znalazł", powiedziała do siebie. Usłyszał. Obraził się. Wyszedł. Nie zna Shawa, myślał, że "Pigmalion" to obelga, jak świnia albo baran. – Mam wyrzuty, że czasem się z niego śmieję, że burknę, gdy piąty raz pyta o to samo. Bo kiedy patrzę na swoje życie, jestem dumna, z siebie, z dzieci, z tego, jakiego wybrałam sobie męża. Jestem szczęśliwa, wiem, że bym nie była, gdyby nie mój nieidealny ojciec. Nie chciałabym mieć innego. I to mu powiem, gdy się odważę.

Ola: DO ZOBACZENIA ZA 25 LAT

Mieszkanie w bloku z wielkiej płyty. Kuchnia pachnie kawą i kroplami na serce. Drobna dziewczyna klęczy przy siwym mężczyźnie. Ona to córka, brunetka z bystrym, nerwowym spojrzeniem, malarka, pedagog. Przez dwadzieścia pięć lat mówiła: "Nie mam ojca. Mama szukała miłości, ale znalazła tylko dawcę, niestety niehonorowego". On – ojciec, spory facet po zawale. Ma twarz zastygłą jak kamień, po wylewie. Zostawił rodzinę, gdy Ola skończyła sześć lat. "Tatusiu, wybaczymy sobie, tęsknię za tobą", mówi ona. Tata płacze i głaszcze ją po głowie: "Nie poznałbym cię na ulicy". Pamiętała go ze zdjęć, tych nielicznych, których mama nie spaliła, nie podarła, a które ona przed snem często całowała. Wiedziała o nim tyle, ile powiedziała matka: "wyjechał, porzucił, odszedł do młodszej, głupszej, ma z nią dzieci i jest bogaty. Nie pisze, nie dzwoni, nie płaci, bo cię nie kocha, nie masz już ojca, córeczko".

Więc Ola ucieka w swój osobny świat. Godzinami leży na tapczanie, na którym często spał tata. Dziś Ola pracuje z autystycznymi dziećmi i w poradni uzależnień. Maluje mandale, prowadzi zajęcia z arteterapii. Ma 32 lata, krótkie włosy jak Audrey Hepburn, a w nich trzy zielone spinki. Za sobą dziesięć trudnych związków. Od miesiąca znów jest zakochana. "Kobieta bez właściwości, czysta kartka", mówi o sobie. – Mężczyźni? Mieli mnie wychowywać. Jeden z nich był żydem. I ona postanowiła zostać dla niego żydówką. Piekła mu w piątek chałki, zapalała szabasowe świece. Gdy zachorował na raka, rzuciła pracę w pracowni grafi cznej i go pielęgnowała. Wyzdrowiał, odszedł, jak wszyscy najważniejsi mężczyźni jej życia. Jak Jarek buddysta, za którym powtarzała mantry, jak Sebastian alkoholik, któremu wyrywała butelki wódki i wylewała do zlewu, jak Darek, który potrafił przyłożyć, i jak Marcin, który pisał dla niej wiersze.

CZY KTOŚ WIDZIAŁ MOJEGO TATĘ?

Tata. Zawsze jest zabawny. Tarza się z nią po dywanie, podrzuca do góry. Śmieszny, gdy kupuje zabawki: samoloty, pistolety. Ola jeszcze wtedy często się śmieje. Nawet gdy tata ją porywa, na złość żonie, w kłótni, mówiąc córce, że jadą na wycieczkę. Wracają na drugi dzień w eskorcie policji, którą wzywa matka. Kilka dni później tata się wyprowadza: "Jadę na wycieczkę, do zobaczenia wkrótce, księżniczko". Wspomnienia związane z ojcem się urywają. "Kiedy on wróci?, "Przeprowadził się? Zostawił? Mamo, to wprowadźmy się do niego!", Ola jeszcze nic nie rozumie. Czasem zamiast do szkoły idzie go szukać. W osiedlowych sklepach, w kolejce na poczcie, w autobusach, w blokach na liście lokatorów wypatruje nazwiska Kownacki.

Pyta o niego ludzi, pokazując zdjęcie: rosły facet w czapce z papieru, którą włożył na jej pierwsze urodziny. O poszukiwaniach dziecka sąsiedzi mówią matce. – Płakała i mnie tuliła. Nie wiedziałam, że mówiła ludziom: "mąż dostał pracę w Chicago, przysyła nam pieniądze". Matka cierpiała i nie chciała przestać. Wieczorem przychodziła do pokoju Oli, kładła się na podłodze, smutna. Ola: "Ja też za nim tęsknię". Mama: "Ty? Za nim? Za tym bydlakiem? To idź sobie do niego, jak wiesz, gdzie mieszka, żyj sobie z nim, jak taki był dobry". – Z czasem zaczęłam ojca nienawidzić. Zazdrościłam koleżankom, którym ojcowie przeszukiwali pokoje, kazali wracać o konkretnej godzinie z dyskoteki. Pamiętam, że w liceum bardzo chciałam mieć narty. Mamy nie było stać. Ojca ścigał komornik, bo nie płacił alimentów – mówi. – Więc na pytania w szkole "gdzie jest twój tata?", odpowiadałam: "na morzu", "nie żyje", "w więzieniu". Tylko czasem odwracałam się na ulicy za rosłymi mężczyznami, myśląc, że to on. Czasem ich śledziłam.

STWÓRZ MI DOM

Najważniejszy w jej życiu był Paweł, piętnaście lat starszy. Wypalony artysta i grafik. Byli razem trzy lata. Nauczył ją rozumieć sztukę, lubiła chować się w jego wielkich ramionach. Mówił: "Zetnij włosy krócej, tak wyglądasz szlachetniej". Więc nosiła włosy na zapałkę. "Ola? Co za imię, jak z elementarza, mów o sobie Aleksandra". Gdy pijany niszczy nożem jej obrazy, wybacza mu, bo on ma depresję, potrzebuje jej, więc Ola gotuje mu obiady, podaje kapcie i pilota. A potem on ją zostawia. – Szalałam z rozpaczy. Błagałam, żeby do mnie wrócił, obiecałam, że będę taka, jaką mnie zechce – opowiada Ola. – "Księżniczko, nie zasługuję na ciebie", usłyszałam. Na zawsze rzuciłam malowanie. Bez Pawła jako artystka nie miałam nic do powiedzenia. Dopiero przed trzydziestką wyprowadziłam się od mamy.

Wcześniej bałam się, że beze mnie sobie nie poradzi, więc znajdowałam jej prace, pocieszałam, słuchałam. Pozamieniałyśmy się rolami – mówi Ola. Przy niej była silna, przy mężczyznach słaba. – "Bij się za mnie, chroń, głaszcz i stwórz mi dom", tego od nich oczekiwałam. Trafiałam na same trudne przypadki. Ola decyduje się na terapię. W gabinecie słyszy: "Czysta kartka to przestrzeń twojego życia, zaznacz najbliższe ci osoby". Rysuje mamę, babcię i psa. Słyszy: "Każde dziecko ma ojca i matkę!". Ona ma 26 lat i nerwicę natręctw.

– W moim życiu wszystko musiało być parzyste – mówi. – Numer tramwaju, do którego wsiadam, liczba winogron, które zjadam, stron książki, którą czytam. Miałam początki anoreksji. Nie wychodziłam z domu bez tabeli kalorii, czasem zabierałam także małą kuchenną wagę. Ważyłam porcje w restauracjach – wspomina. – Zaliczyłam miesiące terapii. Wreszcie zrozumiałam, że wypierając się ojca, osierociłam siebie. Pielęgnowałam przekonanie, że nie zasługuję na miłość, że wszyscy są ważniejsi ode mnie. Że muszę być za wszystko odpowiedzialna. Ale wtedy za wcześnie było jeszcze na pojednanie. Napisałam do ojca list, który schowałam w szufladzie: "Dlaczego mnie nie chciałeś? Dlaczego nie wróciłeś? Co ja ci zrobiłam? Wybacz mi, tato". Dzwoni rok później, gdy dowiaduje się, że miał wylew. Umawiają się na spotkanie. Szykuje się dwa dni: fryzjer, manikiur, nowe buty i bluzka.

OPOWIEDZ MI O SOBIE

Mężczyzna ze zdjęć przyjął ją w swoim mieszkaniu. Jego twarz była prawie jej twarzą. Nigdy jej u siebie nie akceptowała – za duże oczy i usta, myślała. Opowiedział o sobie, o tym, co się działo w ciągu dwudziestu pięciu lat, kim był. Dyplomatą, biznesmenem zaplątanym w mafię. Popełniał przestępstwa gospodarcze na duże pieniądze. Rozwiódł się z drugą żoną, ma nastoletniego syna, mieszkają w innym mieście. Tata: "Tak wyszło, ale nigdy o tobie nie zapomniałem". Ola: "Nie wysiliłeś się, tato. Wiele razy myślałam, że ci nie wybaczę, ale teraz wiem, że muszę. Dla siebie. Chcę mieć dzieci, męża, budzić się bez lęku, z dumą patrzeć w lustro, chcę mieć normalnie. Zdradziłeś mnie kiedyś, teraz to napraw, naucz, jak mam żyć, żebym się nie bała". Potem było wiele rozmów, spotkania dwa razy w miesiącu lub częściej.

– "Lubisz naleśniki z dżemem? Filmy Chaplina? – Skąd wiedziałeś?". Na początku trochę się narzucałam, wysyłałam SMS-y: "dziś spóźniłam się do pracy, idę na randkę, boli mnie głowa". Potem on sam zaczął pisać: "Jadłaś? Jesteś taka chuda". "A co to za chłopak?". Teraz ojciec jest przy mnie. Może tylko dlatego, że boi się starości, samotności, choroby? Nieważne. Potrzebujemy się nawzajem, choć czasem czuję, że dzieli nas jakiś mur, taki emocjonalny, złożony z żalu, rozczarowań, wyrzutów sumienia. Ale lubię z nim być, nawet kiedy milczymy. Ostatnio przyszedł bez zapowiedzi. Maciek, z którym Ola jest od miesiąca, robił obiad. "Wpadłem, bo akurat byłem w okolicy", tłumaczył się tata. – Wzruszyłam się. Wiedziałam, że przyszedł po to, by sprawdzić, czy jego córka jest szczęśliwa.

Monika: TATA SUPERBOHATER

Ojciec? Nie. Lepiej tata, tatuś. Tak do niego mówię. On nauczył mnie jeździć na rowerze. Smarował stłuczone kolana gencjaną. Czytał książki z taką pasją, że spóźniał się do pracy. Bliższy niż mama. Ona mówiła: "Monika się nie uczy, znów dwója, masz dać jej lanie". Tata zamykał się ze mną w pokoju, uderzał pasem o poduszkę i kazał krzyczeć. To był nasz sekret. Jasne, trzypokojowe mieszkanie, Monika, 35 lat, redaktorka. Szczupła, ale ciągle się odchudza. Mieszka z mężem i trzyletnim synem. W dużym pokoju jest mnóstwo zdjęć dziecka i jedno ze ślubu. W centralnym miejscu, na dębowym stole stoi fotografia w ciężkiej ramie: Monika w białej sukni obejmuje ojca. – Najtrudniejszą rzeczą w życiu było dla mnie zaakceptowanie, że mąż nie będzie taki jak tata. Wciąż się tego uczę.

MASZ BYĆ PIĘKNA, KOBIECA I SILNA

Dzieciaki rzucają wyzwiska. Jak w każde popołudnie. "O, hipopotamy chodzą po ulicy", wołają za Moniką, która ma nadwagę. Ona wbija oczy w ziemię, idzie sama, bardzo smutna jak na siedmiolatkę. Zza rogu wyłania się tata. Często, gdy córka wraca ze szkoły, robi sobie przerwę w pracy, by ją chronić. Obejmuje dziecko i głośno mówi: "Szanuj ich córeczko, kiedyś będą brukować chodniki, po których będziesz chodzić". Dzieci milkną, Monika podnosi wzrok. – Tata był moim bohaterem – mówi. Mimo płaczu wyrywał jej w nocy ulubione wafle w czekoladzie i subtelnie tłumaczył: "Będzie bolał cię brzuch, popsują ci się zęby". Dzięki niemu schudła.

Mieszkają w Toruniu, często jeżdżą stamtąd nad morze. W pociągu ojciec tłumaczy, że każdy podróżny to jakaś historia. Wymyśla im życiorysy. "Ta pani na pewno jest zakochana, ma takie wesołe oczy, pewnie jedzie do niego, na plaży będą puszczać latawce". Sam też dużo opowiada: o Napoleonie, salonach paryskich, miłości Sartre’a do Simone de Beauvoir. – Ojciec był urzędnikiem państwowym i frankofilem – mówi Monika. – Jego rodzice byli zbyt biedni, by mógł wyjechać na studia do dużego miasta. Ale zainteresował światem mnie. Ze swojej jedynej w życiu zagranicznej wycieczki przywiózł greckie figurki. "Masz być jak Afrodyta i Atena – mówił. – Piękna, kobieca i silna". A potem snuł na wpół zmyślone opowieści o Grekach.

NIE DBASZ O MOJĄ CÓRKĘ

Chłopcy kochają się w Monice, ale ona najbardziej kocha tatę. Pierwsze randki – tata wypytuje. "Okrył cię kurtką, gdy wracaliście wieczorem?", "Dał kwiaty?", "Chce iść na archeologię? Co to za kierunek? Kto będzie go potem utrzymywał?". – Długo nie miałam chłopaka, bo żaden nie był jak tata albo tacie się nie podobał. Skończyłam kulturoznawstwo i politologię. Do 26. roku życia byłam sama, ale szczęśliwa. Znajomi, wycieczki, ojciec, który mówił: "Jeśli chcesz, będę cię utrzymywał do końca świata" i odkładał pieniądze, żebym miała na perfumy, dobre buty i napiwki w drogich restauracjach. Twierdziła, że randki nie są dla niej, bo mało który facet docenia jej intelekt. Trzymała się z koleżankami, intelektualistkami – chodziły na pokazy filmów offowych, w kawiarniach jazzowych rozmawiały o polityce USA wobec państw Trzeciego Świata i Końcu historii. Dociekliwa, odważna, zadawała dużo pytań.

Tata był dumny, kolekcjonował wycinki jej pierwszych tekstów w gazetach codziennych. Grześka poznała na wystawie. "Fotograf z magnetyczną osobowością, w nocy w ogóle nie zasypia, mówi, że woli patrzeć, jak śpię", zwierza się tacie. Zakochała się z trzech powodów: miał głos, od którego przeszły ją ciarki po plecach, pachniał jak ojciec i jak on miał zarost, który drapał w policzek. Poczuła się bezpiecznie. Rok później zostanie jego żoną. Ale Grzesiek ma wady: nie potrafi położyć glazury w nowym mieszkaniu, robi to tata. Nie zauważa, że Monika zmienia kolor włosów. Nie chce wziąć kredytu na samochód, dorabiać po godzinach, wszędzie wozi ją starym autem, któremu ostatnio zapalił się silnik, nie umie gotować i tak dalej. – Byłam księżniczką nieprzyzwyczajoną do dawania z siebie czegokolwiek. Pierwszy kryzys – poległam.

"Córeczko, możesz mieć każdego!", pociesza tata. Gdy Grzesiek proponuje separację, ona mówi: "Ale ja chcę tylko jego". Ojciec przytomnieje, idzie porozmawiać z zięciem. Potem Monice tłumaczy: "Śmieje się z twoich żartów. Kocha cię. Więc będziecie na stare lata ścigać się na wózkach po domu starców. Ja bym z twoją mamą tego nie potrafił". – Zaczęliśmy przecinać pępowinę. Ustaliliśmy, że z małżeństwem poradzę sobie sama – mówi. Od tej pory, kiedy Monika dzwoni do ojca, że nie radzi sobie z pracą, ma za mało pieniędzy, on mówi "rozwiązuj takie problemy z mężem, jesteś dorosła". Czasem ją zbywa: "muszę kończyć, mam drugi telefon", "właśnie wychodzę". – Bez jego wsparcia chwilowo straciłam grunt pod nogami – przyznaje Monika. – Byłam przyzwyczajona, że gdy coś dzieje się nie tak, mam pogotowie ratunkowe w postaci ojca. Wcześniej co drugi weekend spędzałam u rodziców w Toruniu.

A teraz słyszałam: "mamy inne plany", "spędź weekend z mężem". Próbowałam szantażu emocjonalnego: "przykro mi, że wyrzekasz się córki" albo "byłam u lekarza, ale nie chcę ci zawracać głowy swoimi problemami, więc porozmawiajmy o czymś innym". W końcu poczułam, że sama nie dam rady, zaczęłam szukać oparcia w mężu. To przyszło zupełnie naturalnie. Nie wiem, kiedy staliśmy się nie tylko mężem i żoną, ale też przyjaciółmi. Przekonałam się, że podświadomie wybrałam kogoś prawie tak samo oddanego mi jak tata. A kiedy zaszłam w ciążę, poczułam, że teraz muszę zająć się własną rodziną. Z ojcem bezboleśnie oddaliliśmy się od siebie. Choć mieszkają w innych miastach, ich poranna wspólna kawa to rytuał. Monika dzwoni do taty. Gadają. Czasem jest o czym, czasem nie. Jak dziś: "Co tam? – to Monika. – A tak sobie siedzę i przeglądam gazetę. A u was? – to tata. – Nic ciekawego, spać mi się chce". – Ale gdy zaczynam narzekać na Grześka, słyszę: "Ty to już lepiej nic nie mów, jesteś pyskata jak mama". Tatę interesują teraz tylko opowieści o wnuku. Z mojego małżeństwa wycofał się w porę. Dziękuję ci, tato.


Twój Styl nr 03 (223) 2009

14 komentarzy:

D. pisze...

Dla mojego liczyła się tylko wóda i kłamstwa na których zbudował mój i swój świat.

magi pisze...

Mój Tata był, ale ciągla obok. Jak byłam dzieckim On pracował, wracał wieczorem i zajmował się gospodarstwam. Jak przeszedł na emeryturę nie mógł sobie znaleść miejsca w domu, dopadła Go monotonna codzenność. Ja nie mogłam się przyzwyczaić, Jego obecność mi przeszkadzała. Mama kierowała domem, ale Tato zawsze miał ostatnie zdanie. Była przez wiele lat pośrednikim między nami (dziećmi) a Tatą. My staraliśmy się o nic Go bezpośrednio nie pytać, bo na pewno ma zły humor i będzie krzyczał...

Piotr Zajączkowski OFMCap. pisze...

Mój ojciec był obecny fizycznie w domu, ale psychicznie praktycznie nie istniał, a jeśli istniał to zazwyczaj nie wspierał niestety... Nie brał żadnego udziału w wychowaniu synów (mam brata bliźniaka :)) ). W wielu sprawach, za które się razem z bratem zabieraliśmy, nie pomagał, nie doceniał i nie pochwalał, a raczej wyśmiewał i kpił. Musieliśmy wielu rzeczy uczyć się sami, jakby po omacku, zwłaszcza tych męskich rzeczy... Jednak samemu nie wiele można. Do dziś w nas tkwi słabość braku wiary w siebie, w to, że coś można osiągnąć. Dziś wiem, że da sie to pokonać, można wiele osiągnąć, ale trzeba o wiele większego wysiłku wewnętrznego, aby do tego dojść, aby odnaleźć to w sobie.
Myślę, że on sam sporo cierpiał. Miał trudne życie przeorane wojną światową, wypędzeniem z ziemi rodzinnej przez bandy UPA, przesiedleniem na obcą ziemię. Miał bardzo trudnego ojca...

Kiedy jako kleryk kapucyński, któregoś roku wracalem z urlopu rodzinnego do klasztoru w Lublinie, wychodząc z domu ojciec powiedział do mnie słowa, które zapadły głęboko w serce, ale i zasiały tajemnicę... "Piotrze, liczymy na ciebie...".

To jedno zdanie było dla mnie jak natchnienie Ducha, który przez tatę przemówił... Mój Tata na mnie liczył! Czy mogę go zawieść?

Anonimowy pisze...

Dziwne uczucie gdy to się czyta. Mam tatę, ale w sumie to nie mam. Za to mam wyrocznię, od której nawet 500km dalej nie jestem w stanie się uwolnić. Nie dzwoni, nie odzywa się, ale jest wdrukowany w mojej głowie. Tego nie wolno, tego nie wypada, tu musisz być najlepsza, tu powinnaś ...Nie ma go a ja mam w głowie jego słowa to ci nie potrzebne, tego nie kupuj, oszczędzaj, budzę się wcześnie rano o 6-7 jak on bo gardził zawsze osobami śpiącymi dłużej, jestem pedantką bez kurzu i w błyszczących butach... jako on. Dziś bilans tatowy to nieumiejętność rozmawiania z nim nawet o błahostkach bo czuję strach i zbierający mi się płacz jak małe dziecko, skłócenie z bratem bo ojciec traktował nas metodą jedno kocham drugie nienawidzę, wprowadzał chorą rywalizację, nie umiem też dziś rozmawiać z ludźmi chowam się albo ponad miarę wywyższam, a moje związki z mężczyznami zawsze ponoszą klęskę bo raz kocham raz nienawidzę ... Żebrzę o miłość i gardzę równocześnie, to jest silniejsze ode mnie ...Brak mi empatii dla drugiego człowieka, współczucia, jestem furiatką. Ojca dziś z jednej strony nie cierpię, a z drugiej mam ochotę się do niego przytulić i mówić tatusiu ... Czasem myślę, że jestem wariatką.

Sosunia :-) pisze...

Dobry artykuł. Wiele wyjaśnia :)
Mimo, że niektórzy ojcowie są tacy, a nie inni, trzeba umieć żyć, po prostu... Ja wciąż się tego uczę i wierzę, że moje blokady wywołane przez ojca kiedyś po prostu znikną :)
Pozdrawiam wszystkich! :)

Piotr Zajączkowski OFMCap. pisze...

Rodzina jest jak system naczyń połączonych. Kązde ma wpyw na inne. Dziś od strony literatury przedmiotu patrzy się na rodzinę jak na system. Dopiero wtedy można zrozumieć zachodzące w niej wszystkie interakcje. Każda osoba w rodzinie ma swój ważny wpływ na pozostałe, a brak danej osoby wydaje się, że często jeszcze większy. Gdybyśmy na serio to zrozumieli to wiedzielibyśmy, że nie można pochwalić sytuacji, w której kobieta czy facet celowo chce samemu wychować swoje dziecko, bez małżonka (nie mówię tu o sytuacji wynikłej z konieczności, gdy partner opuszcza druga stronę); że niemożliwe jest zdrowe wychowanie dziecka z adopcji przez parę homo czy lesbi; że nigdy jeden z rodziców nie zastąpi do końca drugiego...

magi pisze...

Dodam trochę ducha wiery w te pesymistyczne wypowiedźi. Są ojcowie, którzy stają na wysokości zadania. Znam jednego - to mój brat. Ma dwoje dzieci Klaudia 7 lat i Michaś 6 lat. Od samego początku wspaniale się nimi zajmował. Jego ojcowskie oddanie uświadomiłam sobie gdy pewnego razu Klaudusia powidziała, że ona woli jak tatuś jej czesze rano włoski w kucyki, bo robi to najdelkatniej na świecie, mama tak nie potrafi.

To prawda, że ,, mama to nie jest to samo co tato.."

Piotr Zajączkowski OFMCap. pisze...

Są tacy ojcowie i jest ich wielu. Warto aby Te Córki, które doświadczyły takiej pieknej miłości swoich ojców dodały coś właśnie tutaj od siebie :)) Zapraszam.

nimm pisze...

Myślę sobie, że w życiu z dnia na dzień uczymy się prawd, które mają nam pomóc dojrzeć, zmądrzeć... ile tej mądrości wchłoniemy, nie wiadomo. Ludzie we wsi mówią: rodzisz się głupi i umierasz głupi.

Mój Tata - pracoholik nieobecny w domu... łagodny, spokojny, wymagający... "Wychowaniem - mówił - zajmę się wtedy, gdy mama nie będzie dawać sobie z tym rady". Ale mama dawała sobie radę. Czasem mówiło się do Taty jak do ściany. Miało się wrażenie, że zanim zajarzy o co chodzi, miną wieki. Flegmatyk... Ale patrzyłam na niego zawsze z podziwem. Bo szanowano go.
I mama go szanowała. Była z niego dumna. Uczciwy, niepijący, zadbany, spokojny, zaradny... Musiała bardzo za nim tęsknić, gdy całe dnie przebywał w warsztacie albo w ciężarówce. Nieraz była wściekła, bo wiecznie się spóźniał. Nieraz płakała patrząc w okno i na zegar, a ja przerażona wyobrażałam sobie, że przywiozą go nieprzytomnego.... z wypadku.... "Taty jeszcze nie ma..." Pamiętam to uczucie. Ale stało się odwrotnie. To tato wrócił do domu i zastał mamę martwą.
Zawsze był dzielny. Wierzył, że trzeba radzić sobie w każdej sytuacji. Hamował łzy. Nie rozpił się. Nie było dużo rozmów między nami, ale za to jakie... otworzyć się przed tatą... mówić o swoich uczuciach, przeżyciach, o tym, co naprawdę się myśli.... kiedyś nie do pomyślenia... stało się możliwe.

Tato, który nie miał czasu dla mnie i siostry, dziś całe dnie spędza z licznymi wnukami. Nie przeszkadzają mu. Cieszy się ich sukcesami, pasjonuje się metodami wychowawczymi... nie psuje wnuków, o nie...
Tato, który nie miał pojęcia o gotowaniu, dziś zajmuje się wypiekami dla całej rodziny. Ma 74 lata i podskakuje do parapetu okiennego, by zerknąć, czy nie ma tam ukrytego klucza :))(sama widziałam)...
Jedno się w nim nie zmieniło na pewno. Zawsze był wierny Bogu, prawomyślny do bólu... i coraz więcej czasu spędza na modlitwie.

Nie był idealny. Nie znam jego czułości. Do facetów zawsze miałam dystans. Żadnego otwarcia, żadnego zbliżenia. Też musiałam się tego uczyć i dziś jest już inaczej.
Moje dominujące uczucie w stosunku do taty - szacunek. Zwłaszcza za to, że wciąż się rozwija. Wciąż czerpie z mądrości tego świata i z Bożej mądrości. A ja wciąż mogę uczyć się od niego :))

Piotr Zajączkowski OFMCap. pisze...

To jest piękne, że ojciec może dać synowi siłę, której od nikogo innego nie otrzyma, a córce może dać świadomość, uczucie podobania się, bycia piękną, zwłaszcza w wartości i zasady...

Nie ma sensu szukać ojca idealnego, bo go nie ma i nie bedzie. Ważne, aby miał świadomość, jak wiele od niego zależy
Jaka ta rola ojca jest ważna...

Co zrobić, aby on to odkrył?

Anonimowy pisze...

Historie tu przytoczone, oraz sam wpis sprawiły, ze zaczęłam się zastanawiać nad swoimi relacjami z moim Tata- i przyznaję ,ze trudne pytanie postawiłes Bracie Piotrze.

Mój Tata maił wiele twarzy. Jest alkoholikiem, zatem pamiętam ten czas "przed" piciem i "po". Czas przed- to wtedy wszystko go denerwowało, chodził zły, padały przekleństwa, szczególnie na nas(mam siostrę i brata),i ten czas po- Tata do rany przyłóż...
Nie rozumiałam. Najgorzej było, kiedy dorastałam, słyszałam, ze nic nie potrafię nic nie umiem, wtedy myślałam: "aha to udowodnię, że nie masz racji". mimo, ze piątki, ze zdana matura, ze udało sie dostac na studia które chciałam, a potem zdawane egazminy...zawsze chciałam udowodnić...
Drzemie to we mnie do tej pory, to udowadnianie, to jak szukanie akceptacji...
Uczyłam się jej od mojego męża... jemu nie musiałam nic udowadniać...
Wtedy już mieszkałam w innym mieście i kontakt z Tatą był prawie żaden.

A potem nagle zmarła moja Mama.

Tatę na parę lat traktowałam tak, jakby go nie było.
Kiedyś mnie zapytał: "wiesz czym jest samotność? " Powoli zaczynałam rozumieć, ze nie moge go traktować, tak, jak obcego... Powoli...to wszystko trwa powoli...ale
na ostatnią Wigilię przyjechał... potem telefony...Wiem, ze czasu nam jeszcze trzeba, ale w każdej takiej rozmowie upatruję szansy, na to co kiedyś straciliśmy na długo- zrozumienie, możne miłości?

Trudne pytanie postawiłeś Bracie Piotrze...

Piotr Zajączkowski OFMCap. pisze...

No trudne..., ale jakie ważne, gdy widzę ojca, który często pod płaszczem trudnego człowieka milcząco woła o pomoc by umieć kochać.
Może pokazać mu jak jest potrzebny...?
Może przyjąć go takim jakim jest...?
A może, w imię miłości wymagającej, ze łzami w oczach pokazac drzwi...?

Meredith pisze...

Hm... Mój Tato zawsze był dla mnie dobrym, kochającym ojcem, ale wtedy, jeśli nie sprzeciwiałam się jego decyzjom, kiedy robiłam to czego on chciał i muszę przyznać, że to długo trwało, zbyt długo...
Chciał, żebym została lekarzem albo prawnikiem, miała dobrą pracę, dobrego męża itd. Na pierwszy rzut oka wspaniały ojciec i wszystko ułożyło by się po jego myśli, gdyby nie Jezus zawołał mnie za Sobą. No cóż... Bóg miał dla mnie Swój własny plan :)
Za 3lata wstąpie do ss.franciszkanek Szpitalnych i mój Tato będzie musiał się z tym jakoś pogodzić.
Szkoda, że on nie jest w stanie tego zrozumieć. Usłyszałam pare razy od niego, że jestem 'jakaś nawiedzona'... 'taka mądra, młoda dzieczyna i chce zmarnować sobie życie...'

Eluszek pisze...

Tata, tatuś... i jego córeczka z blond loczkami, która jednym uśmiechem sprawiała, że przestawał się denerwować na braci... Tatuś na weekendy bo w tygodniu pracował za granicą... Tatuś idealny, niezastąpiony, krystaliczny... Tatuś kłamca, który potrafił pięknie dbać o pozory... wiele lat myślałam, że jest idealny... prawda zabolała, zabolała mocno bo dowiedziałam się jej od kogoś obcego! Tatuś, który w wyniku romansu ma córkę z inną kobietą... Ściana milczenia ze strony rodziców, udają że nic się nie stało... mama wybaczyła? zapomniała? nie chce do tego wracać? A ja czuję się oszukana. Nienawidzę go i kocham jednocześnie. Mam ochotę wykrzyczeć mu w twarz, że jest kłamcą i jednocześnie przytulić się do niego z tęsknoty...