08 stycznia 2009

No, Kto będzie taki mądry?

Chciałbym poznać WASZE marzenie o


SUPER WYPASIONYM KAZANIU!!!


























A moje marzenie to...

Jedno zdanie,
może być krótkie, albo długie,
ale jest takie, że ...
wprowadza mnie w problem
jak kij w mrowisko
i zostawia...
kapłan siada...
następuje milczenie...
jest czas na własne kazanie... !

Wowwwwww...



O, to jest moje marzenie o kazaniu stulecia!



A WASZE?

23 komentarze:

Piotr Zajączkowski OFMCap. pisze...

Kioedyś powiedziałem takie kazanie w Białej Podlaskiej na mszy św. w niedzielę... ale był odlot... sam nie wierzyłem, że to zrobiłem :D

Babki prawie powypadały z ławek zeby zobaczyć co z tym kapucynkiem się stało... moze zemdlał cy co?

nimm pisze...

hahahaaaaaaaaaa
Pomachałeś im? :)))
No, dobra, ale jakie to zdanie było? Pamiętasz? :)

nimm pisze...

Słuchajcie, to już pora na kawę. Dzbanek się ogrzewa, można sobie lać... a ja spadam do szkoły... :)
Acha.... herbatka też jest :)) (nawet wersja z prądem, co by rozgrzać kości na tym szczypiącym mroziku :))

Piotr Zajączkowski OFMCap. pisze...

Niestety nie pamiętam tego zdania... Pamietam tylko, że długo myślałem nad nim, żeby było treściwe i służyło jak kij do wkładania w mrowisko.

Trzeba też zauważyć, że tego typu "kazanie" nie jest raczej preferowane przez wielu wiernych. Oni zasadniczo przez kilkadziesiąt sekund dopiero się rozkrecają w słuchaniu, a tu juz koniec... Może tak być, że nic nie załapią z takiej gadki. Co sądziecie?

Heke pisze...

Hmm...
Myślę, że takie kazanie jest całkiem w porządku :) Wystarczy jedno zdanie, aby człowieka obudzić, bo nie oszukujmy się- 90% ludzi od razu po wyjściu z Kościoła zapomina nie tylko o kazaniu, ale i o Ewangelii. Przyznaję się- niestety jestem w tych 90%. Ale ostatnio się ucieszyłam, w pierwszym dniu Świąt chyba- ks. proboszcz(homileta) zamiast długiego kazania powiedział kilka słów od siebie i przeczytał opowiadanie... Niby nic takiego, a jednak ucieszyłam się po powrocie do domu gdy wchodząc usłyszałam jak w domu rozmawiali o tym kazaniu :) aż muszę księdzu pogratulować, bo naprawdę było ciekawie :)

Siostra:) pisze...

Jedno konkretne zdanie ... to bardzo ewangeliczne podejście. Niekiedy wystarczy kilka słów, a zrobi takie 'zamieszanie' w sumieniu... Nie wielość słów jest bogactwem, ale ich znaczenie.

Piotr Zajączkowski OFMCap. pisze...

To ciekawe co mówicie... bardzo ciekawe... :))
Heke - a o czym było to opowiadanie?

Tak sobie myślę, ze chyba musze i ja bardziej ostawić na krótsze a dające wiecej do myślenia kazania...

Heke pisze...

Było to jedno z opowiadań Dostojewskiego bodajże. Nie pamiętam za dobrze...
Opowiadało o szewcu, który chciał bardzo poczuć i zobaczyć Boga, a czytając Pismo Święte natknął się na fragment(to mogę się pomylić)- o bogaczu i o kobiecie, która własnymi łzami obmyła i włosami otarła stopy Pana Jezusa, a bogacz nie zrobił tego. I ten szewc zrozumiał, że musi godnie przyjąć Pana, który mu przekazał jakoś, że przyjdzie w takim, a takim dniu. I w czasie pracy, był to zimny dzień, spotkał mężczyznę przy murze- zaprosił go do środka i poczęstował gorącą herbatką, później spotkał kobietę z małym dzieckiem, która była prawie naga- też ją zaprosił do siebie, ugościł i ofiarował szal, a na końcu zobaczył starszą babcię, która rozłożyła się na ulicy, aby sprzedawać jabłka i zobaczył jak mały chłopak podbiegł i ukradł to jabłko. Wyszedł z domu i zapłacił za jabłko tego chłopaka i uspokoił babcię. Później już było ciemno i skończył pracę, a czytając Pismo Święte natknął się na fragment "Byłem głodny- a daliście mi jeść, byłem spragniony- a daliście mi pić...", gdy odwrócił głowę w ciemnościach ukazał mu się ten pierwszy mężczyzna i usłyszał głos "To ja", potem kobieta z dzieckiem i znowu ten głos "To ja", a następnie staruszka z chłopakiem i znowu głos "To ja". Wtedy spojrzał na koniec kartki i przeczytał słowa " Wszystko coście jednemu z tych braci moich najmniejszych uczynili, Mnieście uczynili". Wtedy szewc był pewien, że był u niego sam Pan Jezus i wiedział, że go dobrze ugościł.

Nie pamiętam zbyt dobrze początku, więc mogłam co nieco pomieszać, ale wiadomo o co chodzi... :)A później w domu mówiliśmy jeszcze o tym o prowokacji dziennikarza, który podawał się za bezdomnego i dzwonił do domów w Wigilię- jedna babcia go wyrzuciła, inni też, a była kobieta, która go przyjęła. I jak to jest z tą naszą wiarą i dobrymi uczynkami? Niby trzymamy nakrycie dla zbłąkanego wędrowca w Wigilię, ale jednak mamy nadzieję, ze nikt taki nie przyjdzie... A jak ktoś taki się pojawia to się go wyrzuca- bardzo "miłosierny" uczynek... :/

isabelle pisze...

Kazanie, które chciałabym usłyszeć, to takie, które płynie z głębi duszy, z głębi serca, a nie bezpośrednio z kartki...Wolałabym, by ksiądz mówił kazanie, a nie je czytał...Może za bardzo się czapiam, ale tak właśnie czuję...W swoim życiu usłyszałam wiele cudownych kazań, które zrobiły na mnie niesamowite wrażenie i zawsze kaznodzieja miał bliski oraz bezposredni kontakt z wiernymi.Wychodził do nich, rozmawiał, prowokował niemal do dyskusji i z pewnością nikt wtedy nie spał :)))Lubię słuchać czegoś, w czym mogę odnaleść siebie, do czego mogę przyrównać swoje życie!!!To by było na tyle ....Jeszcze kiedyś coś dopiszę , bo w mojej głowie jeszcze wiele przemysleń na ten temat....

nimm pisze...

Otóż to, isabelle, otóż to...
Kazanie musi być autentyczne a nie wydumane. Wcale nie musi być porywające, tchnąć erudycją... musi być mówione zwyczajnie, jak człowiek mówi do drugiego człowieka... ale mówi prawdę.... tak, żeby tamten to po prostu wiedział, czuł... nie zmyślasz, facet, ty to po prostu wiesz, żyjesz tym, wierzysz w to, co mówisz...
Czego nie lubię u kaznodziei a co mi najbardziej przeszkadza w odbiorze to manieryzm czyli sztuczny ton, drżący głosik i tym podobne retoryczne zabawy. Mam po kazaniu. Podważam w sercu każde słowo, staczam walkę z wrodzoną złośliwością i zastanawiam się czy w ogóle mam jeszcze iść do komunii...

Heke pisze...

Bardzo ważne jest, aby kazanie było wygłoszone z serca- tak jak napisały Isabelle i nimm. Aby nie było czytane...
Jak mnie denerwuje czasami ta sztuczność...A na Mszy w Nowy Rok się trochę zezłościłam, ale chyba była to moja pierwsza Msza kiedy ksiądz w ogóle nie nawiązywał kontaktu z ludźmi, czytał wszystko- nie tylko w czasie kazania. A to mnie denerwuje. Całe szczęście, że u mnie w parafii tego nie ma :)

dea pisze...

Takie kazanie Drogi Bracie do każdego niestety nie trafi,a szkoda,bo mi osobiście ta wersja pasuje.Lubię kazania z serca,głębokie i dające do myślenia.Zwykłe objaśnianie Ewangelii w dzisiejszych czasach nie chwyci już za serce(choć może są tacy,do których ono trafi).Generalnie uważam, że mało jest(a może po prostu ja mało znam) osób duchownych,które mają dar wysławiania.
Brata kazań słuchałam,żałuję, że nie byłam na tym z 1 zdaniem i bez sztucznych komplementów mogę powiedzieć, że należy Brat do grupy nielicznych.Brakuje mi Eucharystii, z której wyszłabym jak kiedyś,napełniona obecnością Boga.Żałuję.
Ostatnio słyszałam, że kazania można z internetu ściągnąć.Delikatnie mówiąc to już chyba przegięcie.

Heke pisze...

W internecie już jest chyba wszystko możliwe do ściągnięcia- kazania też :)

Piotr Zajączkowski OFMCap. pisze...

Dea - bardzo dziękuję za taką ogromną i dużą pochwałę :)) Cieszę się, że mog e być narzędziem w rękach Boga i przyprowadzić kogos do Boga. Dziękuję za pozytywne świadectwo pracy kapłana, bo o to czesto bardzo trudno, także z winy samych kapłanów...

DoEwangelii trzeba nawiązać koniecznie, ale bez teologizowania, lecz tak, aby odnieść to od razu do praktycznej strony naszego życia i konkretów przedstawianych obrazowo. Robi to fantastycznie ks. Pawlukiewicz, ale trzeba powiedzieć, że własnie to odniesienie do zycia i praktyki jest najtrudniejszą pracą dla kapłana. Tu pojawia się postulat, aby spędzał on więcej czasu z ludźmi i patrzył, obserwował, znał ich życie i problemy. Wtedy ono samo podpowie jak Ewangelię interpretowac do życia. Takie jest moje zdanie.

Heke pisze...

Księdza Pawlukiewicza to mogę słuchać i w dzień i w nocy... :)

Ania pisze...

Ja podobnie jak Heke, uwielbiam słuchać Pawlukiewicza. Ma naprawdę niezwykły dar, mówienia bez zbędnego patosu, bez sztuczności. Umie trafić do młodych ludzi. Dla mnie mistrzostwo i takich kazań chciałabym słuchać.

Piotr Zajączkowski OFMCap. pisze...

Nie wiem czy to szczęście czy tez nieszczęście, ale Pawlukiewicz jest tylko JEDEN!
Nie jest to realne, aby każdy kapłan tak mówił. Powiem tak, że ja osobiście bardzo dużo uczę sie od Pawlukiewicza i staram się poznać w jaki sposób on mówi idlaczego tak mówi jak mówi i co robi, że przyciąga uwagę.

Zobaczmy, że u niego nie ma dużo teologii. jeżeli juz powie jakieś zdanie o Bogu, albo jakąś prawdę z życia duchowego, to zaraz za nią idzie ilustracja w postaci obrazu, przykładu. Natychmiast pojawia się zobrazowanie i co ważne, dotyczy to pewnej sytuacji zyciowej, bardzo realnej.

Druga sprawa, to sposób przedstawiania przykładu z życia lub ilustracji. Robi to bardzo autentycznie, nie jak czytanie bajki, ale naturalnie. Pamiętam jak miałem okazję z nim kiedyś w klasztorze zjeść obiad i jak na koniec opowiedział wszystkim przy stole 3 kawały. Zrobił to tak, że wszyscy bracia - i starzy i młodzi - dosłownie płakali ze śmiechu! I to jest własnie to!

nimm pisze...

Ojej, po prostu różne talenty się posiada... nie każdy kaznodzieja musi być od razu gawędziarzem. Fajnie, że jest Pawlukiewicz i fajnie, że jest Zajączkowski :)

Siostra:) pisze...

Ważne jest, aby służyć tymi talentami, które Bóg zasiał w naszym sercu... A to, czy ktoś ma dar wymowy, czy nie jest elokwentnym kaznodzieją - hmmm... narzędzia są różne, każde służy do wypełnienia swojego konkretnego zadania.
A nawiązując do ściągania kazań z internetu. Osobiście uważam, że to jest pewne bogactwo. Nie każdy ma możliwość wysłuchania 'na żywo' np. homilii Brata Piotra:), Lublin jest nieco oddalony od mojego miejsca zamieszkania i dlatego się cieszę, że takie coś, jak internet, umieszcza również Słowo Boże na swych stronach.

Anonimowy pisze...

Moim zdaniem dobre kazanie to takie, po którym coś pozostaje. Może to być jedno słowo, zdanie (ale tak jak było już pisane zanim niektórzy się skupią to kazanie się już skończy)albo jakaś rzecz tak chodzi mi o konkretną rzecz, o konkretny przedmiot, który wierny zabierze po mszy ze sobą do domu. I jeszcze ta rzecz powinna wiązać się np. z kazaniem, które rozpocznie się np. od piosenki - kiedyś jak słuchałam utworu w którym były słowa "...a Bóg map nie rozdaje, Bóg map nie rozdaje" to sobie pomyślałam, że jak bym miała mówi homilię o drodze ludzi go Boga, do Kościoła to włączyłabym na początek to pioenkę a w trakcie np. rozdawała pomniejszone mapy Polski i potem nawiązała do tego, że wiem jak dotrzeć do miejsc, do tego co widoczne itd. Pamiętam też kazanie gdzie pewien Ojciec wykorzystał na kazaniu kanapki i czekoladę:)

k-lara pisze...

1. Powiedziane poprawną polszczyzną, z właściwą dykcją, fleksją i składnią, bez egzaltacji typu: "w przecudnej swej bytowości" i hiperpoprawności ("świełty").
2. Jednozdaniowe to absolutnie nie. Nie ma takiego zdania, które może poruszyć jednocześnie kilkadziesiąt osób. Gdybym usłyszała takie kazanie, to bym sobie pomyślała, że kaznodzieja nieprzygotowany.
3. Nie lubię na kazaniach wierszy, bajek i opowiadań ani opowieści o sąsiadkach, a tym bardziej autobiografii mówiącego.
4. Musi mieć temat. Kaznodzieja ma mówić o czymś, a nie o wszystkim. Musi być jakiś rozwój w kazaniu, niech ono do czegoś zmierza. Należy unikać pustosłowia, nawet złożonego ze słów najświętszych, wszak nie wzywa się Pana Boga nadaremno.
5. Powinno wyjaśniać Ewangelię. Wyjaśnia się to, co jest niejasne, więc kaznodzieja powinien być w tej materii mądrzejszy od słuchacza. Jeśli tak będzie, to odniesienie do życia może być na dużym poziomie ogólności.

A jeśli te warunki nie są możliwe do spełnienia, to niech kaznodzieja będzie dowcipny i przystojny.

Anonimowy pisze...

A ja tak z innej bajki :)
trafiłam na ten Blog niedawno, po sznurkach od ks. Pawlukiewcza i J.Pulikowskiego (o ile dobrze pamiętam nazwiska).
Od paru lat przechodzę dezintegrację teologiczną. Dryfuję po między dyskursem środowiska naukowego w stosunku do Boga w którym obecnie się znajduję, oraz między tym co zostało wyniesione z domu kiedyś, kiedyś tam. Pozostałości wdrukowane z czasów wczesnej socjalizacji przemawiały za Bogobojnosicią, natomiast "awans" społeczny - mam na myśli intelektualny - bije się z tą tezą i stawia racjonalizm na piedestale. Dyskurs ponowoczesności wchłonął i mnie. Teraz gdzieś, tam stawiam opór, bynajmniej staram się. Co nie jest zadaniem łatwym, gdyż reinterpretacja świadomości przekłada się również na relacje społeczne. Gdzieś tam etykietowano mnie do regresu i ciemnoty ... bandy moherowej ... bo jak to kobieta wykształcona klepie jak mantrę różaniec, lub idzie na konferencje poświęconą moralności widzianej oczyma "pingwinów" - kościoła. Obie rzeczywistości fizyczności społecznej i duchowości da się z sobą pogodzić, to bardzo uczy pokory i kształtuje dojrzałość. Jak pisała siostra Anna Bałchan w książce "Kobieta nie jest grzechem" - Bóg to solarium łaski. Taki blog jak ten, tacy ludzie jak ks.Roman Zdrój, Piotr Pawlukiewicz, Andrzej Pasecki, czy osoba świecka Jacek Pulikowski dziś Arbitrzy, którzy w fenomenalny sposób odblokowują takie klapki, które powodują że trybik nagle stał się głodny wiedzy ... ukują "cię" i idą dalej, nie biją się o ciebie, wiedzą. Ich słowa mają jakiś fenomenalna moc, że kiełkują w świadomości. Cenne jest to, że nie wypisują "recept", a nie rodzą naszej świadomości za nas ... ale "zapładniają ją". Autor tego Bloga zyskał moją sympatię. Udowodnił, że wiara to nie tylko "kościół", to ideologia tożsamościowa. Docenić, należy to iż w czasach globalnej polaryzacji, w czasach skrajności, gdzie nie ma miejsca na bycie pomiędzy są Tacy ludzie, którzy nie boją się dialogu.

Jakie powinno być kazanie? Dobitne. Kontrowersyjne. Krótkie. Pozostawiające z uczuciem niedosytu. By ten niedosyt chodził słuchaczowi "po głowie".
Z całym szacunkiem ludzie starsi, są słuchaczami niewdzięcznymi. Czas kazania, przesiadują w ławce rozglądają się, modląc, szukający drobnych na kolektę, czy na "Gościa Niedzielnego", kręcą się i nie wykazują żadnego zainteresowania (w dużym stopniu), (i to subiektywne odczucie) ... myślę że są oni nie reformowalni, dla nich życie wg. Boga to tylko modlitwa ... nie neguję, że to jest złe ... Ale wielu księży gdzieś dotyka to i wypala dziurę, poczucia niespełnienia. A z racji, że osoby starsze są większością parafii, od kazań się "odchodzi", owszem są listy, są pewne objaśnienia ewangelii, ale wszytko to mocno zakotwiczone teologicznie, nie zrozumiałe dla "zwykłych szarych ludzi", tworzy się koło generalizujące. A młodzi ludzi "wierzący" i "nie wierzący" często stereotypizują kościół, księży, relację z Bogiem jako UZDĘ - że kościół i tak wie najlepiej. Kościół nie potrzebuje rewolucji, ale myślę że potrzebuje transformacji myślenia.

Pozdrawiam serdecznie ... i ciśnie się mi na usta dziękuję. Życzę Autorowi owocnych spostrzeżeń i podejmowania wyzwania trudnych dialogów ... bo tylko per aspera ad astra.

Gdańszczanka.

Piotr Zajączkowski OFMCap. pisze...

Dziękuję. Zatkało mnie i nie wiem w sumie co napisać...