23 stycznia 2009

Czego może im brakować? ODPOWIEDŹ



















Odpowiedź:

"Natura człowieka jest tak ustawiona, że większe szczęście i zadowolenie daje mu to, co osiąga on z pewną dozą wysiłku; natomiast możliwość stałego i łatwego zaspokajania jakiejś potrzeby prowadzić może do przesytu i przerafinowania.

Może to właśnie mieć miejsce przy stosowaniu antykoncepcji, która doprowadza nieraz do tego, że akt małżeński staje się jedyną oznaką miłości, zanika natomiast tak potrzebna codzienna czułość.

Pedagog A. Darczewska przeprowadziła badania ankietowe wśród 100 par małżeńskich w Katowicach. Okazało się, że tym, czego brak najbardziej ci ludzie odczuwali, była CZUŁOŚĆ. Podobny wynik otrzymano badaniem ankietowym 600 par małżeńskich w Warszawie".




Czy takiej odpowiedzi się spodziewałem?


Zapraszam do komentarzy :))

36 komentarzy:

julka pisze...

rozmowa:-) prawda zawsze zaczyna się we dwoje..

Piotr Zajączkowski OFMCap. pisze...

Dziękuję za pierwszą propozycję :))
Czekamy na dalsze.

julka pisze...

ciekawi mnie, co to będzie..:-)

julka pisze...

i jeszcze coś mnie zastanawia..wiele miejsca pświęcasz tutaj rodzinie i NPR, więc coś mi sie zdaje, że jestem w wielkim błędzie pisząc o rozmowie..:-))))

Piotr Zajączkowski OFMCap. pisze...

Ha ha ha... no niekoniecznie Julko :)) Nie sugerowałbym się tutaj zawartością bloga. Naprawdę, odpowiedź jest zaskakująca :))

A swoją drogą ten blog ma właśnie takie przeznaczenie żeby przekazywać to co ważne i rozwijające małżeństwo i rodzinę. Jeszcze jest tego mało, ale jak już będę wolniejszy, to dopiero się zacznie :))

julka pisze...

no to strach się bac, jak się zacznie..:-))
dobrego dnia..:-)

isabelle pisze...

...akceptacji dla odmienności współmałżonka, zrozumienia dla jego potrzeb...

magi pisze...

Ja już sprwdziłam i wiem co to jest, ale nie będę psuła zabawy innym.
hmm...czy jestem zaskoczona odpowiedzią, chyba tak chociaż sądzę, że tego bardziej potrzebują kobiety niż mężczyźni.

Heke pisze...

a może po prostu brakuje im takiej MIŁOŚCI- przez duże M.

ja tam się nie znam...

julka pisze...

drogi bracie Piotrze:-))
czy te parę dni juz minęło????

Piotr Zajączkowski OFMCap. pisze...

Sądzę, że te pare dni nie może jakoś minąć, ponieważ, tak podejrzewam. jest za mało propozycji... :(

Piotr Zajączkowski OFMCap. pisze...

Sądzę, że te pare dni nie może jakoś minąć, ponieważ, tak podejrzewam. jest za mało propozycji... :(

julka pisze...

no wiesz, nie patrz wszerz, patrz w głąb..nie na ilośc, ale na jakośc:-)))

nimm pisze...

Lepiej, żeby te parę dni nie minęło zbyt szybko....

Anonimowy pisze...

brakuje im według mnie:
1. intymności, takiej ufności co daje poczucie bezpieczeństwa
2. czułości, bo słowo kocham to tak naprawdę bez czynów nic nie znaczy, jest puste
3. odseksualnionego dotyku
4. no i tych rozmów też na pewno ...

Anonimowy pisze...

...ale nie stawiam na dotyk i okazywanie czułości i miłości, bliskością właśnie, bez ciągłego gadania kochanie kocham cie, itd ... bez tych wszystkich buziaczków i cukiereczków ... bynajmniej ja tak mam:/

Piotr Zajączkowski OFMCap. pisze...

"Odseksualniony dotyk" - piękne i jakże wyraziste pojecie... Dziękuję :))

julka pisze...

kobiety mają potrzebę mówienia o miłości, werbalizowania uczuc..i dlatego właśnie, że są kobietami chcą tez o tym, jak sa kochane słyszec..potrzebują czułości, która te miłośc wyraża..i trudno im pogodzic się z tym ( i zrozumiec ), że mężczyźnie trudno jest "odseksualnic" swój dotyk..mężczyznom zaś "doskwiera" miłosna gadatliwośc kobiet..

bardzo spodobało mi się to określenie o dotyku :-)

Anonimowy pisze...

....ale ja jestem KOBIETĄ!!!! :)))

jasne potrzebujemy WSZYSCY, bez dzielenia na kobitę i mężczyznę, czułości i mówienia o miłości, ale potrzeba nam bardziej czułości przez dotyk, czy wiesz że aby zachować homeostazę organizmu i czuć się bezpiecznym, kochanym, czuć się potrzebnym, i by zapewnić sobie potrzebą afirmacji, to potrzeba KAŻDEMU człowiekowi 12 przytuleń na dobę ?? Dziś ogólna opinia publiczna (nie tylko medialna) bombarduje nas seksualnością, odarto nas z DOTYKU, z BLISKOŚCI, CZUŁOŚCI "nieseksualnej" właśnie ... i prosty przykład (by ci zademonstrować) boimy się dziś panicznie molestowania, jesteśmy uwięzieni w tym słowie, nauczycielka boi się dziś dotknąć ucznia bo może to ŹLE odbierze ... takie chore zachowania przenoszą się też na relacje w związku niestety ... dlatego uważam , że owszem sex, sexem w związku, ale tak po prostu zwyczajnie ludziom potrzeba wyciszenia się ... mamy stresujące życie, prace, masę problemów, ogólny globalizmy wytycza nam bieg,wytycza nam jak mamy się kochać, ubierać, pachnieć co jeść ... bo te ostatnie rzekomo dadzą nam szczęście ...
fakt jesteśmy kobietą i mężczyzną ,ale najpierw jesteśmy po porostu ludzi, którzy mają takie same potrzeby, w piramidzie masłowa na najniższym szczeblu nie ma podziału na płeć ...

no i więc jak by co to JESTEM KOBIETĄ ...

fakt mężczyźni mają większy popęd seksualny (co z wiekiem się zmienia), ale JULKO uwierz mi potrafią i też maja potrzebę ciepła, dotykania, złapania za rękę, ot tak przytulania, czy żebyś usiadła mu na kolana ... i zapewniam cię, że może nie mieć wtedy seksualnych podtekstów ... a co do tej gadatliwości to po części masz rację, tylko że mi w tym wpisie chodziło o to, że świat sprzedaje w pakiecie ILUZJĘ młodym ludziom - zakochanie jako miłość, i te wszystkie love epitety, i love gadżety powodują burzę hormonów ... taką jak dla mnie pułapkę miłości, powierzchowność jakąś ...

mogłabym duuużo pisać, i tak summarum w telegraficznym skrócie, to ta czułość po nitce do kłębka, ma (powinna) wychodzić z rodziny właśnie, która dziś jest naszą jedyną tarczą immunologiczną, w tym chorym świecie ...

julka pisze...

dziwne to może, ale nie myślałam o tym droga ANONIMOWY, że jesteś mężczyzną..:-))

poza tym, zgadzam się ze wszystkim, co piszesz :-)łącznie z tym, co na temat męzczyzn, choc nie jestem mężczyzną:-)))

pozdrawiam

ola la pisze...

odseksualniony dotyk?! ojej dla mnie to okropnie brzmi!!!!
czuję w tym jakąś negację swojej natury!
Pan Bóg stworzył nas z nasza płciowością i w sposób szczególny obecna jest ona w małżeństwie, nie chce dotyku mojego męża, w którym nie będzie miłości!!!!
seks to płeć, a pleć to my cali i nagle mam chcieć by mój mąż dotykał mnie... no właśnie.. jak?! można to nazwać.. dotykiem bez pożądliwości, w której kobieta staje się jedynie przedmiotem, ale nie odseksualnionej! błagam!

Anonimowy pisze...

miłość ... a pożądliwość to zupełnie co innego ...
i proszę nie generalizuj ...

Piotr Zajączkowski OFMCap. pisze...

Ola la, wiesz, myślę, że w dotyku ma być miejsce przede wszystkim na miłość i właśnie z tego powodu nierzadko trzeba go odseksualnić :) Dlaczego? Bo dla wielu facetów dotyk ma charakter właśnie seksualny i niestety jedynie seksualny. Wypływa to z naszego, innego niż kobiety sposobu przeżywania kontaktu cielesnego.

Dlatego, tylko kobieta może nauczyć faceta, przez uświadamianie (wiem, że to trudne zadanie), że dotyk, to nie tylko sposób na zdobycie seksualnie kobiety (tego one najczęściej mają już serdecznie dość), ale wyrażenie bliskości serc, której nie oddadzą słowa.

Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie!

ola la pisze...

Ależ ja się z Wami zgadzam moi drodzy! :)

Po prostu nie podoba mi się osobiście to wyrażenie. Jakoś źle mi się kojarzy. No po prostu dla mnie seks... to nie tylko seks :)

a jeśli chodzi o pożądliwość to przecież nie porównałam ją z miłością :)

ola la pisze...

jej a nie ją ;-)

julka pisze...

olala...:-))) fajna dyskusja :D

Anonimowy pisze...

Seksualność jest wspaniałym Darem Boga - Miłości. Złożył w nas bogactwo, którym mamy się dzielić... bez względu na stan do którego zostaliśmy zaproszeni:). I różnica płci jest również wielkim (i niezgłebionym) darem, który powinniśmy nieustannie odkrywać i nim się obdarowywać...

Siostra:) pisze...

"Złożył w nas bogactwo, którym mamy się dzielić... bez względu na stan do którego zostaliśmy zaproszeni:)." Oczywiście w sposób godny powołania, jakim zostaliśmy obdarzeni!

Siostra:) pisze...

Chociaż nie jestem ekspertem w sprawch damsko-męskich, ośmielę się powiedzieć, że wyniki sondażu mnie nie zdziwiły. Uśmiech, spojrzenie czy jakikolwiek wyraz czułości, nie tylko w stosunku do współmałżonka, są niestety coraz rzadsze... a szkoda. Przecież każdy z nas jest człowiekiem, a więc bytem cielesno-duchowym i również odrobina czułości jest nam potrzebna, byśmy mogli prawidłowo 'funkcjonować':).

julka pisze...

czułośc..pięknie...

Anonimowy pisze...

...o:o miłe zaskoczenie poniekąd byłam najbliżej...to tak na dobre rozpoczęcie dnia:)
(widzę, że więcej tu Anonimowych :)

pozdrawiam,i czekam na dalsze wpisy i motywowanie do dialogu:)

Piotr Zajączkowski OFMCap. pisze...

Mnie osobiście zaskoczył taki wynik badań, tymbardziej, że brały w nich nie tylko kobiety. Wiadomo, że CZUŁOŚĆ trochę co innego oznacza dla faceta a trochę co innego dla kobiety. I tu właśnie jest to miejsce na rozmawianie w związku o wzajemnych potrzebach. Może dlatego tak bardzo w tych badaniach to wyszło, gdyż jest tak mało zajemnego mówienia sobie o własnych pragnieniach i potrzebach i wychodzenia na przeciw nim.

Problem też się pojawia, gdy jedna ze stron czuje, że właściwie to tylko ona jedyna stara się wychodzić na przeciw oczekiwaniom współmałżonka i się stara, a druga jakby tej potrzeby nie widzi. Myślę, że to musi być bardzo zniechęcające i rodzi poczucie wykorzystania, a wtedy cała logika miłości w obdarowywaniu sobą drugiej osoby jest mocno zagrożona.

Co Wy na to?

julka pisze...

więc tak naprawdę wszystko w miłości zaczyna się od rozmowy..od DIALOGU..słowo rodzi poznanie..słowo rodzi milosc..bez rozmowy nie ma prawdy...:-)

Anonimowy pisze...

... coś w tym jest, życie na co dzień częstuje nas różnymi egoistycznymi grami, drobnymi kłamstewkami. Siłą rzeczy jesteśmy włączeni w spektakl gdzie trzeba rywalizować ... myślę, tak sobie teraz, że przenikamy tym egoizmem trochę tak niespostrzeżenie, M.Jacyno w "kulturze indywidualizmu" pisała, że żyjemy w świecie gdzie nie ma jednostkowości, każda sfera naszego życia została poddana konsumpcji, nawet nasze emocje ... trochę MEDIA powołują nas do bycia fajnymi, pięknymi, na czasie ...wszytko jest jakby wyreżyserowane, kupując produkt nie kupuję "rzeczy", ale pożądany efekt ... Nietzsche, gdzieś nawet nazywał to "patologicznym egotyzmem".
Myślę, że właśnie najtrudniejszą próbą są związki, bo tu ten egoizm nie ma prawa bytu ... Moi znajomi np.byli z sobą 5 lat, wzięli ślub w kwietniu 2008, a już w styczniu złożyli wniosek o rozwód.Bardzo smutne.Nawet nie dotrwali do pierwszej rocznicy ... Związek dwóch "ja", każdy z nich zawężał horyzont tylko na siebie, praca, indywidualne pasje, jedno chciało dziecka drugie nie, byli bardzo towarzyscy, ale niestety dla siebie jacyś tacy chłodni, ... Teraz jedno obwinia drugie, ale wspólnie porozmawiać nie chcą ... Jak pamiętam, ich za czasów narzeczeństwa byli bardzo wylewni, i ekspansywnie słodcy ... Nie wiem może, się wypalili ? Może ich faza zakochania właśnie minęła, a nie dali sobie szansy na trud wzrastania do miłości ... nie wiem.

W sumie małżeństwo dopiero przede mną ... muszę przyznać że nieraz pojawiają się wątpliwości, bo egocentryzm bierze górę ... że ja bym chciała, że ja zrobię, że ja ..., że za moje pieniądze, że to moje ... itd. Muszę przyznać, że niekiedy biję się z myślami, że chciałabym zostać tu w Gdańsku ... z 2 strony wiem, że mój narzeczony chce wyjechać bo zobowiązał się, że po ślubie zamieszkamy z jego chorymi rodzicami ... Jak mam zły dzień, coś we mnie krzyczy, czemu mam się opiekować kimś chorym, czemu mam dotrzymać im towarzystwa, że mam przecież swoje życie, chce się rozwijać, że mam predyspozycję, że ktoś we mnie inwestuje stwarza mi warunki itd. ... Wtedy chyba Duch św.:) przypomina mi ile, już przeszliśmy razem, ile mamy fajnych chwil w naszym bagażu, że wszystko w życiu jest po coś, że może i nie osiągnę zawrotnych wyników w moich badaniach ... ale będę mieć rodzinę, kogoś do kogo można się przytulić,z kimś z kim można posiedzieć w ciszy,ktoś z kim może nie podywaguję filozoficznie, ale ktoś kto wiem że stara się i czeka na mnie do późna bo martwi się i zrobi ciepła herbatę ...
Piszę chaotycznie wiem, i jakoś tak wyszła mi chyba narracja biograficzna, ale przy takich dyskusjach, nasuwa mi się wizja "długoterminowej samotności". I nasze ego jako pułapka, zamknięcia się w swoim kręgu.Gdzieś zupełnie nie dawno, zaczęłam myśleć w kategoriach dialogu, empatii, chodzenia na kompromisy i zobaczyłam, że wcale nie trzeba rezygnować z siebie. A można przy tym dużo się nauczyć np.rozmawiania z sobą, poznać lepiej kogoś kogo kocham, i przy tym otrzymać dużo satysfakcji. Takie konstruktywne "bicie się na słowa". Kryzysy jakby cementują związek, ks.Pawlukiewicz mówił, że kryzys ma boleć, i jest poniekąd prezentem od Boga ... dzisiejsza kultura uszkadza jakby nasz "gen" odpowiedzialny, za emocjonalność, stosując dyskurs terapeutyczny, że życie ma myć fajne i proste ...

przepraszam, za długość wypowiedzi

logika obdarowywania w miłości, jak dla mnie ma jednak empiryczny charakter ... nieraz nie otrzymując nic w zamian, a np. tylko radość na twarzy, o wiele bardziej motywuje to do działania niż otrzymanie "czegoś namacalnego" ... bo miłość rządzi się swoimi prawami ...

jeśli b.Piotrze dotrwałeś do końca mojej wypowiedzi, dziękuję ... wyszło owo kobiece gadulstwo :)
pozdrawiam,Gdańszczanka.

Piotr Zajączkowski OFMCap. pisze...

Dziękuję, że tak pięknie zabieracie głos! Dziękuje za Wasze wszystkie wypowiedzi, i te najkrótsze i te nadłuższe! Każda jest dla nas Wszystkich ważna, więc piszcie śmiało :))

"W kwietniu wzieli slub a w styczniu złożyli pozew rozwodowy..." straszne... ale i Twoja ocena ich sytuacji wydaje się celna Gdańszczanko :)) "Związek dwóch 'ja'" Jak się nie przejdzie na "my", ale w dobrym sensie, to nicnie pójdzie. Bez więzi ten samochód nie pojedzie! :))

nimm pisze...

Czułość... no, tak. Ale czułość bierze się z więzi. Więź z bliskiego kontaktu, rozmowy. Rozmowa z pragnienia bycia potrzebnym, z pragnienia otwarcia na drugiego człowieka, dzielenia się. Tu potrzebne jest ryzyko zaufania, czas na wzajemność... Da się zrobić.
Wiem to :))